10 moich ukochanych filmów

10 moich ukochanych filmów

Październik to czas, w którym zyskuję nową energię do działania –  którą w listopadzie powoli wytracam, zmierzając głównie do tego, by przejście jesieni w zimę wykorzystać na odświeżenie mózgu i zregenerowanie sił umysłowych. I żeby przygotować się na styczeń i całe to szaleństwo postanowień noworocznych, odświeżającej nowej cyfry na końcu daty i czystych kalendarzy. Regeneracja w moim słowniku oznacza tymczasem głównie przyjmowanie większych ilości książek, seriali i – nie inaczej – filmów.

Zazwyczaj nie oglądam dwa razy tego samego filmu i nie czytam dwa razy tej samej książki.

Wyznaję zasadę, że na świecie jest zbyt wiele do przyswojenia, żeby tracić czas na odświeżanie czegoś, co się już zna. Wyjątkiem jest tylko seria książek o Harrym Potterze i nieliczne filmy, do których mogę wracać nie kilka, lecz dziesiątki razy. I to właśnie te filmy są bohaterami dzisiejszego wpisu.


Leon zawodowiec

Luc Besson stworzył arcydzieło, do którego jednak bardzo, bardzo dużo włożył swoim aktorskim talentem Jean Reno. Kreacja osobowości Leona to w dużej mierze jego własna inicjatywa – i tą rolą zaszczepił chyba w mojej głowie sentyment, który potrwa do końca życia. Również rola Matyldy to coś, czego – moim zdaniem – nigdzie jeszcze nie powtórzono. Leon Zawodowiec to film kultowy – zwłaszcza scena, w której Leon, Matylda i roślinka idą pustą ulicą. I pomyśleć, że główne role mogli zagrać Liv Tyler i Mel Gibson… Dobrze, że to się nie wydarzyło.


Siedem

Jestem miłośniczką seryjnych morderców. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu uwielbiam literaturę, kino, reportaże, które poświęcone są postaciom najbardziej potwornych postaci, jakie mogła nosić ziemia. Film Siedem jest jednak wyjątkowy nawet na tle takich upodobań… Odrażający do granic możliwości. Z całą pewnością mogę uznać, że jest to pierwszy i chyba jedyny film w moim życiu, w którym niezmiennie – mimo upływu lat – szokuje mnie, przeraża i wprawia w zdumienie finał i rozwiązanie akcji.


Młodość

Ten film powinien zająć topową pozycję. Mam mały problem, bo tylko z powodu ograniczonej liczby pozycji w zestawieniu nie pojawiają się tutaj inne produkcje Paolo Sorrentino. Ten włoski reżyser to dla mnie niemal bóstwo, uwielbiam jego sposób myślenia. Subtelność przekazu wszystkich dzieł tego artysty jest taka, że wywołuje we mnie odczucie, jakbym na całym świecie istniała tylko ja i reżyser i jakbyśmy byli dwoma osobami połączonymi najwyższym możliwym stopniem porozumienia. Oszczędne w słowa i akcję, filmy Sorrentino przekazują jednak taką gamę emocji i niuansów, tak realistycznie i pięknie pokazują subtelności w osobowości bohaterów, że… Nie jestem nawet w stanie tego opisać. I chociaż uwielbiam tego twórcę całym sercem, to nie miałam problemu z wyborem jednego, ukochanego filmu jego autorstwa – Młodość to moim zdaniem jedno z najpiękniejszych dzieł, jakie kiedykolwiek powstały. Zdaję sobie sprawę, że dla większości ludzi ten film będzie nudny i o niczym. Jeśli jednak jesteś w stanie dostroić się emocjonalnie do jego odbioru, to będzie to prawdziwa uczta dla zmysłów. A, jeśli wolisz coś lżejszego, ale nadal w stylu Sorrentino, to zacznij od Wszystkich odlotów Cheyenne’a.


Jak rozpętałem drugą wojnę światową

A teraz coś z zupełnie innej półki, z drugiego końca stołu. Jak rozpętałem drugą wojnę światową to chyba pierwszy film, który oglądałam i uwielbiałam świadomie – już kiedy miałam pewnie z 5 lat – i namiętnie nagrywałam wszystkie trzy części na kasetę wideo, którą przechowywałam jak święte relikwie i zdarłam niemal do prześwitu taśmy. A już nawet wtedy był to film leciwy. Mam jednak wrażenie, że Jak rozpętałem drugą wojnę światową to rodzaj komedii, która nigdy się nie starzeje i na której zawsze się zatrzymasz, jeśli przypadkiem trafi się w telewizji. Moim zdaniem, ten film – tak jak filmy z Louisem de Funès powinien znać każdy, a kultowe żarty muszą być zrozumiałe dla wszystkich. Bez wyjątku.


Vicky Cristina Barcelona

Mój ulubiony film Woody’ego Allena. I tak, wiem, wiem, że niektórzy uznają go za dosyć pustą, pretensjonalną komedię romantyczną… Ale mnie z jakiegoś powodu bardzo przypadł do gustu (Barcelona? Penélope Cruz? Javier Bardem?). Jest w nim jakaś iskierka, która mnie przyciąga i nawet jeśli to banalne, zatrzymam go w swoim repertuarze.


Shutter Island

Oczywiście, że mam obsesję na punkcie Leonardo DiCaprio. Oczywiście, że uważam go za jednego z najbardziej utalentowanych aktorów ever. Oczywiście, że jako dziecko miałam oczojebną koszulkę z jego twarzą na tle Titanica. Ale w Shutter Island to nie tylko DiCaprio, ale PRZEDE WSZYSTKIM scenariusz robi niesamowite wrażenie. Długo zwlekałam z podejściem do tego filmu, opisy mnie nie motywowały i miałam wrażenie, że koncepcja mnie nie zaciekawi. Dzisiaj marzę o tym, żeby cofnąć się do tamtych dni, zanim obejrzałam Wyspę tajemnic i móc obejrzeć ją jeszcze raz po raz pierwszy – bardziej niż o tym, żeby Rose posunęła się na tym kawałku boazerii i nie dała utonąć Jackowi. Shutter Island to film fenomenalny, który na dłuższy czas zawładnie umysłem każdego, kto go zobaczy. Ale błagam, nie próbujcie wyjaśniać – sobie ani nikomu – zagadki ostatnich scen tego filmu. Jego piękno to w dużej mierze właśnie ta tajemnica.


Nietykalni

Czy ktoś jeszcze nie zna Nietykalnych? Jeśli tak, to wyjdźcie z nory i zobaczcie ten film zanim spędzicie resztę swojego życia w bolesnej nieświadomości. Ten film jest wszystkim tym, o czym NIE pomyśleliście dowiadując się, że to historia sparaliżowanego człowieka i jego opiekuna. Normalnie nienawidzę łzawych historii pisanych przeplatanką współczucia i ulgi, że to nie o nas – ale Nietykalni to coś zupełnie innego i będziecie chcieli go oglądać raz za razem. Ten film jest tak niepowtarzalny, że uważam, iż nigdy nikomu nie uda się powtórzyć, czy nawet zbliżyć się do jego poziomu w przedstawianiu ludzkiego nieszczęścia w zabawnym świetle.


To właśnie seks 

Jedna z najbardziej niebanalnych komedii, jakie zdarzyło mi się oglądać. Ten australijski film to kompilacja historii kilku par, które zmagają się z rozmaitymi – i nietypowymi – problemami w sypialni. Mimo tego opisu, nie należy sobie teraz wyobrażać typowej amerykańskiej komedii z przewidywalnymi, oklepanymi gagami. To właśnie seks jest czymś zupełnie innym.


Pulp Fiction

Nie wiem, czy znajdzie się ktoś, kto powie otwarcie, że nie lubi Pulp Fiction. Nie wiem nawet, czy ten film można jeszcze w ogóle oceniać w kategoriach lubię/nie lubię. Po raz pierwszy oglądałam Pulp Fiction jako nastolatka, kiedy żywiłam bardzo intensywne upodobanie do wszystkiego, co jest nietypowe, nieprzewidywalne i trochę wykolejone – a takie kino niemal idealnie odwzorowywało stan mojego umysłu i fantazji. Mia Wallace i Vincent Vega to dla mnie postaci ikoniczne, a masaż stóp już zawsze będzie mi się kojarzyć z wypadaniem przez okno. Zed’s dead, baby.


Benny i Joon

Kolejny film, który pokochałam przez upodobanie do wszystkiego, co nienormalne. Historia pary nie do końca normalnych kochanków, z których jeden to Johnny Depp w swoim charakterystycznym stylu. Proste kino o dosyć banalnym przesłaniu, dobre raczej w ramach niewymagającej rozrywki na smutne dni – zawiera jednak kilka charakterystycznych scen, które na pewno przypadną do gustu osobom, które nie uważają się za zbyt dorosłe…


Zmarnowałeś czas? Polub FP.