19 babskich cytatów na trudne czasy [Booklife]

19 babskich cytatów na trudne czasy [Booklife]

Każdy czasem ma taki moment

Każda z nas czasem ma takie chwile, kiedy czuje się przytłoczona i znużona – może nawet pozbawiona sensu. Kiedy za dużo jest pracy, zobowiązań, wysiłku – kiedy zapominamy, kim naprawdę jesteśmy, co to znaczy przyjemność i po co właściwie to wszystko robimy.

Ja właśnie przechodzę taki moment. Pracuję po 12-15 godzin dziennie, żeby wszystkie obowiązki wykonać na czas. I choć sama tego chciałam, to czasem myślę ,,Co zrobię, jeśli tak będzie już zawsze?” – jeśli z biegiem czasu będzie tylko trudniej, a ja już teraz nie potrafię znaleźć równowagi…?

Mam wrażenie, że panowie nie przeżywają tego rodzaju kryzysów – oni mają swoje, innego rodzaju. I inaczej się je rozwiązuje. Nasze, kobiece uczucia są w jakiś sposób uniwersalne (to dlatego kobieta zawsze odczyta intencje drugiej). I chyba właśnie z powodu tego podobieństwa książka ,,Jedz, módl się, kochaj” Elisabeth Gilbert zrobiła taką furorę.

Dzisiaj chcę wam dać w prezencie cytaty z tej pozycji – takie, które mnie w jakiś sposób trochę rozjaśniają ponure dni. Mam nadzieję, że wam się spodobają.


Zobacz też: 9 porannych cytatów na dobry, wiosenny dzień


Myślałam o mieszkaniu niemal jak o sanatorium, klinice, w której mam dojść do zdrowia. Moja siostra podarowała mi z tej okazji termofor (żebym nie musiała leżeć sama w zimnym łóżku), spałam więc co noc z tym przedmiotem przytulonym do serca, jakbym leczyła kontuzję sportową.

– Żeby odnaleźć równowagę, na której ci zależy – mówił Ketut za pośrednictwem tłumacza – musisz być właśnie tym. Musisz stać mocno na ziemi, jakbyś miała cztery nogi, a nie dwie. Dzięki temu wytrzymasz na tym świecie. Musisz jednak przestać patrzeć na niego za pośrednictwem głowy. Zamiast tego musisz patrzeć sercem. W ten sposób poznasz Boga.

Wyjaśniłam Ivie moją osobistą opinię na temat modlitwy: że głupio mi prosić Boga o konkretne rzeczy, bo to świadczy chyba o słabości wiary. Nie lubię prosić: ,,Czy mógłbyś zmianić to lub owo w moim życiu, bo sprawia mi kłopot?” Bóg może przecież mieć powód, żeby kazać mi zmagać się z tą konkretną trudnością. Łatwiej mi modlić się o siłę, która pozwoli mi spokojnie zmierzyć się z tym, co mnie w życiu spotyka, obojętnie, czym się to skończy. Iva wysłuchała mnie uprzejmie. – Skąd ci przyszła do głowy taka głupia myśl? – spytała po chwili. – O co ci chodzi? – Skąd ten pomysł, że nie wolno ci się zwracać poprzez modlitwę do wszechświata? Jesteś jego częścią, Liz. Jesteś jego elementem… masz prawo uczestniczyć we wszechświecie i wyrażać swoje uczucia. Przedstaw więc tam swoją opinię. Zaprezentuj swoją sprawę. Możesz mi wierzyć… zostanie to co najmniej rozważone.

Czeka mnie zatem walka na każdym poziomie. Kupowałam wszystkie te samouczki o żenujących tytułach (zawsze pamiętając obłożyć je w najnowszy numer ,,Hustlera”, żeby nieznajomi nie widzieli, co czytam). Zaczęłam korzystać z profesjonalnej pomocy terapeutki, która była równie miła jak wnikliwa. Modliłam się niczym nowicjuszka w zakonie. Przestałam jeść mięso (przynajmniej na jakiś czas) po tym, jak ktoś mi powiedział, że jem ,,ten strach, jaki zwierzę odczuwa w momencie śmierci”. Jakiś postrzelony newage’owy masażysta powiedział mi, że powinnam nosić pomarańczowe majtki, żeby przywrócić równowagę swoim seksualnym czakrom i co?… zrobiłam to. Wypiłam tyle cholernej herbatki z dziurawca, że starczyłoby do rozweselenia całego gułagu, u mnie bez widocznego rezultatu. Ćwiczyłam. Wystawiałam się na wpływ krzepiących dzieł sztuki, odgradzałam od smutnych filmów, książek i piosenek (gdyby ktoś w jednym zdaniu wymienił takie słowa, jak Leonard i Cohen, wyszłabym z pokoju).

Tak to już jest z ludzkim życiem – nie istnieje żadna grupa kontrolna, nie ma sposobu, żeby się dowiedzieć, jak byśmy sobie poradzili, gdyby przestawiono którąkolwiek ze zmiennych.

Przyznaję, czasami zastanawiam się, co ja tutaj robię. Mimo że przyjechałam do Rzymu, by doznawać przyjemności, to podczas pierwszych tygodni pobytu w tym mieście zaczęłam odczuwać pewien niepokój, nie bardzo wiedząc, jak to się robi (…). Chciałam potraktować doznawanie przyjemności jak zadanie domowe albo wielki naukowy projekt. Przemyśliwałam problemy w stylu: „W jaki sposób można skutecznie zmaksymalizować przyjemność?”

Nasz naród pragnie rozrywki, niekoniecznie zaś przyjemności. Oczywiście wszyscy pracujemy zbyt ciężko, przez co się wypalamy i potem musimy spędzić cały weekend w piżamie, jedząc płatki kukurydziane prosto z pudełka i półprzytomnie gapiąc się w telewizor (co, owszem, jest przeciwieństwem pracy, ale nie całkiem tym samym co przyjemność).

Kiedy czuję się samotna, myślę sobie: Więc bądź samotna. Naucz się nie gubić w tej samotności. Zrób sobie jej mapę. Przynajmniej raz w życiu pobądź z nią. Rozgość się w tym ludzkim doświadczeniu.

Mam za sobą kilka takich lat zagubionych w bezgranicznej rozpaczy, kiedy doświadczałam smutku całego świata, jakby był moim własnym. Wszystko przeze mnie przeciekało i pozostawiało za sobą wilgotne ślady.

Jogini mówią natomiast, że niezadowolenie jest prostym przypadkiem pomylonej tożsamości. Czujemy się nieszczęśliwi, ponieważ sądzimy, że nie jesteśmy niczym więcej jak odrębnymi osobami, pozostawionymi samym sobie z naszymi lękami, wadami, urazami i z naszą śmiertelnością. Mylimy się, uważając, że cała nasza natura to jedynie ograniczone małe ego. Nie potrafiliśmy odnaleźć w sobie głębszego, boskiego aspektu. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że gdzieś we wnętrzu nas wszystkich istnieje jakieś najwyższe Ja, pozostające w stanie nieustannego spokoju. To najwyższe Ja stanowi naszą prawdziwą tożsamość, uniwersalną i boską. Dopóki nie zdamy sobie z tego sprawy, głoszą jogini, będziemy żyć w rozpaczy, co bardzo ładnie wyraził w rzuconym z irytacją zdaniu grecki stoik Epiktet: „Nosisz Boga w sobie, nieszczęśniku, i nawet o tym nie wiesz”. Joga to wysiłek podjęty w celu osobistego doświadczenia własnej boskości, a potem trzymanie się tego przeżycia już zawsze. Joga to panowanie nad sobą i usilne odwracanie własnej uwagi od nieustannego rozpatrywania przeszłości, od ciągłego zamartwiania się o przyszłość, a skupienie się na znalezieniu sobie miejsca wiecznej obecności, z którego możemy niewzruszenie spoglądać na siebie i swoje otoczenie. Jedynie osiągnąwszy taki spokój umysłu, będziemy w stanie dostrzec prawdziwą naturę świata (i własną).

Ostatecznie jesteśmy tym, co myślimy. Nasze emocje są niewolnikami naszych myśli, a my jesteśmy niewolnikami naszych emocji.

Miejscem odpoczynku dla umysłu jest serce. Przez cały dzień umysł słyszy bicie dzwonów i hałas, i kłótnię i w końcu pragnie tylko spokoju. A jedynym miejscem, gdzie umysł może odnaleźć spokój, jest cisza panująca w sercu. Tam właśnie musisz się udać.

Oczywiście darowanie sobie to przerażające przedsięwzięcie dla tych z nas, którzy uważają, że świat obraca się jedynie dlatego, że to my osobiście kręcimy rączką i że jeśli puścimy ją choćby na chwilę, cóż… to będzie koniec. Ale spróbuj ją puścić. Obserwuj, co się dzieje. Ptaki jakoś nie spadają martwe z nieba.

Niech Twoim zamiarem będzie wolność od bezużytecznego cierpienia. Więc się uwolnij.

Szczęście jest rezultatem naszego osobistego wysiłku. Trzeba o nie walczyć, dążyć do niego, upierać się przy nim, a czasami nawet szukać go na drugim końcu świata. Musimy niestrudzenie przejawiać pragnienie szczęścia.

Łatwo się modlić, kiedy człowiek jest w rozpaczy, natomiast kontynuowanie modlitwy, kiedy kryzys już minął, jest jak ostateczna pieczęć, zabezpieczenie dla duszy, by mogła trzymać się mocno tego, co osiągnęła.


Zobacz też: Dawniej związki się naprawiało.


Wszystkie smutki i nieszczęścia tego świata wywołują ludzie nieszczęśliwi. Nie tylko w tym wielkim globalnym ujęciu, w skali Hitler-Stalin, ale na najmniejszym osobistym poziomie.

Oto najważniejsza lekcja karmy (a przy okazji także zachodniej psychologii) – rozwiąż swoje problemy już teraz, bo będziesz cierpieć od początku, kiedy następnym razem wszystko spieprzysz. A powtarzanie się cierpienia… to jest piekło.

Myślę o tej kobiecie, jaką się ostatnio stałam, o życiu, jakie teraz prowadzę, i o tym, jak bardzo zawsze chciałam być tą osobą i wieść to życie, wyzwolona z farsy udawania, że jestem kimś innym niż tylko sobą.


Z tego miejsca, chcę wszystkim życzyć najważniejszego – spokoju ducha.

  • Ostatni najpiękniejszy!
    Uwielbiam autorkę i jej resztę pozycji, jednak „Jedz, módl się i kocha”j mam moc inspirowania. Po prostu chce się być na jej miejscu.
    Pozdrawiam i Tobie, również, życzę wiele spokoju.

  • Zdecydowanie ostatni najlepszy. Zastanawiam się co mogę robić by móc coś takiego powiedzieć o sobie z czystym sumieniem.

    Kolejne moje ulubione to piąty i czwarty od dołu. Dzięki za ten zestaw! Film widziałam i był dosyć uspokajający i nienachalny, ale widzę że warto również zerknąć do książki. Od siebie polecam też „Botanikę duszy” Gilbert. Pozdrawiam ciepło!

  • Pingback: 9 porannych cytatów na dobry, wiosenny dzień | chillife.pl()

  • Pingback: Co to jest lagom? Zapomnij o hygge | chillife.pl()