9 dziwnych faktów o mnie

9 dziwnych faktów o mnie

Prawie nikt o tym nie wie

Ostatnio na blogu zrobiło się strasznie poważnie. Jako że przeżywam realny kryzys osobisty związany z nadchodzącym końcem roku – postanowiłam trochę odpuścić pisanie wzniosłych filozofii. Tymczasowo pozabawiam was głupotami (większymi niż zwykle). Ludzi o słabych nerwach / małej ilości czasu / szukających wartościowych tekstów uprasza się o kliknięcie X widocznego w prawym górnym rogu.

Dziś będą dziwne fakty o mnie, które ostatnio sobie przypomniałam.

No to do zabawy!

tv o mnie

***

1. Rzeczy, o których myślałam w dzieciństwie, jest dużo. Bo ja bardzo dużo myślę, od zawsze. Świat wtedy wydawał się mieć tyle zagadek, a dopiero bardzo, bardzo późno (chyba w piątej klasie) weszłam w posiadanie czegoś tak cudownego, jak telefon – za którego pomocą można było podłączyć komputer do internetu i zgłębić sekrety wszechrzeczy. Zacznę może od tego, że bardzo długo nie rozróżniałam słowa ,,pieszo” od członu ,,pierwszo- „.

Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego zawsze wszyscy powtarzają moją wymowę tego wyrazu. Do tej pory nie rozumiem, dlaczego nikt mi nie wyjaśnił, że ,,pieszo” to po prostu zupełnie osobne słowo i nie wiąże się z pierwszym. Takie proste! Wiem jednak, że wiele dzieci miewa problem z tym konkretnym słówkiem. Dlatego zdradzę też bardziej interesujące wytwory mojego dziecięcego umysłu.


2. Brat Pitt. Kto by pomyślał, ale w czasach gdy 20 lat temu byłam dzieckiem, on był już sławny. A raczej oni – bo jest ich dwóch. Tak właśnie, dwóch braci. Braci Pittów.

Jakoś nigdy nie spotkałam się z formą pisaną tego nazwiska, co tylko świadczy o tym, że byłam mądrym dzieckiem i czytałam wartościową literaturę, a nie gazety brukowe. Radiowiadomości jednak czasem gdzieś w tle się pojawiały, a w nich brat Pitt. Mój zarozumiały umysł rozważał, dlaczego ci głupi prezenterzy jeszcze nie wpadli na to, że mówiąc o jednym z dwóch braci Pittów, powinni podać imię – bo jak mówią brat Pitt, to nikt nie wie który! Szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy odkryłam Brada Pitta. Ale pozdrawiam!


3. Absolutny szczyt irracjonalnego myślenia ukaże się teraz. Pamiętacie taki serial Nikita? To była Gra o Tron Anno Domini 1998. (Jeśli nie wierzycie to sprawdźcie na Filmwebie zachwyty i wzruszenia ludzi, którzy już od 15 lat żyją wspomnieniami).

Nie wiem, czy emisja Nikity na Polsacie zbiegła się w czasie z rozpoczęciem dystrybucji ubrań firmy Nike, czy tylko z uświadomieniem sobie przeze mnie istnienia marki… Tak czy inaczej znowu – myślałam, że Nike i Nikita to to samo. Nie wiem dlaczego i chyba nigdy się z nikim nie podzieliłam tą refleksją. Wydawało mi się, że ta łyżwa nawet występowała w serialu (nie oglądałam, byłam za mała, ale inni oglądali) i że to jakiś tajny znak. Ile ja się nasnułam filozoficznych rozmyślań, że kurcze, ta Nikita to dobry serial musi być, skoro TYLE LUDZI nosi te ubrania z jej logo.


o mnie stationery

4. Dobra, przejdźmy do czegoś świeższego. Skoro już jesteśmy w temacie telewizji… Ja ją po prostu kocham. Nic mnie tak nie relaksuje i lepiej nie nastraja do pracy oraz odpoczynku, jak swojski głos lektora z TVNu. Jak sobie włączę polską telewizję, to od razu czuję się jak w domu.

I kocham Sąd Rodzinny oraz Rozmowy w Toku – wieści o zakończeniu emisji uderzyły we mnie jak grom z jasnego nieba i do dziś nie mogę się pozbierać. Jedyne, co burzy moją telewizyjną sielankę, to głupie seriale typu Pamiętniki z Wakacji. One doprowadzają mnie do szewskiej pasji.


5. Teraz będzie żenujący sekret. Potrafię się popłakać nawet przy reklamie tabletek na potencję – jeśli uderza w najbardziej prymitywne sposoby wywoływania wzruszenia.

Poznałeś kiedyś kogoś, kto by dusił łzy rozczulenia przy Na Wspólnej? Nie? Here I am!

Nie mam bladego pojęcia, kiedy mi się to stało, ale obwiniam hormony – to na pewno ma jakieś drugie dno, że potrafi mnie wzruszyć godzenie się po kłótni w serialu trzeciego sortu albo wyznanie na Twitterze. Jak zacznę płakać przy czytaniu łańcuszkowych historii typu ,,Oddał jej kask i zginął. Przekaż ten wpis 10 osobom w ciągu godziny, albo Twój kot zdechnie” – bardzo proszę o pilne odwiezienie mnie do ambulatorium najbliższej placówki zdrowia psychicznego.


6. Nie mówię przepraszam. Czasem piszę – to prawda. Jeśli jednak usłyszysz to słowo z moich własnych ust, zapisz sobie ten dzień i czuj się jakbyś wygrał na loterii.


7. Nie odziedziczyłam darów po Babciach i od dawna jestem pogodzona z faktem, że ogrodnik ze mnie żaden. Dla jasności – umiem utrzymać zioła i warzywa przy życiu. Jeśli jednak chodzi o ozdoby w stylu Storczyk w 50 kolorach – na tym gruncie jestem seryjnym zabójcą. Każdy kwiatek, który znajdzie się w pobliżu, niechybnie padnie ofiarą morderstwa.

To straszne i bolesne doznanie tak ciągle zapominać, a i dosyć źle wróży na przyszłość. Póki co, świadoma swoich niedoskonałości, powstrzymuję się od posiadania zwierzątka, a i pewnie na matkę się nie nadaję – ale pocieszam się domniemaniem, że może te roślinki padają z powodu niedostatku światła słonecznego i mało żyznej gleby. No i w końcu dzieci i zwierzęta mają doskonały system alarmowy. Nienakarmione, będą drzeć się do skutku (albo do zgonu). Kwiatki tak nie mają i to ich wina.

Zadowoliłam swoje popędy dekoracyjne, kupując sobie piękną, zieloną roślinkę, w każdym calu doskonałą. Wygląda ślicznie, jest miniaturowa i wymaga podlewania dokładnie tyle razy, ile jestem w stanie o tym pamiętać.

Nigdy – jest sztuczna.


8. Na skutek stresu pourazowego związanego z wychowaniem w latach młodzieńczych, mam tiki nerwowe na widok niepościelonego łóżka. W łóżku lubię porządek! Niecierpię rozgrzebanej pościeli pozwijanej w kulkę, z poszewką, która nie przylega dokładnie tam, gdzie powinna. Niektórzy są w stanie spać w takim kokonie – ja bym chyba prędziej nabawiła się ataku padaczkowego. Poza tym jak można… No jak…?


9. Jestem nałogowym zeszytoholikiem, co chyba każdy już zauważył. Ta obsesja trawi mnie od kiedy skończyłam podstawówkę. Ubrania, książki, kosmetyki, to wszystko na tak. Ale zeszyty, notatniki, organizery, długopisy, pióra – ekstaza.

Jeśli komuś się jednak wydaje, że nałóg papierniczy to taka tam popierdółka i nie wpływa na życie, to się myli. Moje życie od kilku tygodni zdominowane jest wyborem kalendarza na 2017 i nie myślcie sobie, że to takie łatwe. Odczuwam realny stres na wysokim poziomie!

No, wreszcie to z siebie wyrzuciłam. Na pewno przypomni mi się więcej takich dziwactw – ale może zainspirujecie mnie swoimi?