Chcę mieć problemy pierwszego świata

Chcę mieć problemy pierwszego świata

Człowiek ma to do siebie, że chce mieć.

Z lubością skupiamy się nad tym, czego potrzebujemy: w wymiarze materialnym, ale też w sprawie emocji, relacji, kształtu życia… Jeśli już wyobrażamy sobie przyszłość, to – zwróćcie uwagę – jest tam raczej więcej, a nie mniej elementów.

W przyszłości dni wydają się dłuższe, nasze domy większe, a szafy pełniejsze. Zainteresowanych przedstawicieli płci przeciwnej jest, naturalnie, więcej – tak samo jak i kont bankowych. Żeby nie zostawać w tyle, to i my jacyś tacy ładniejsi, z bujnymi włosami i pełnymi ustami.

Jedyne, czego w przyszłości ma nam ubywać – to problemy i centymetry w tyłku.

O, jak gładko idzie nam oszukiwanie samych siebie! Bo przecież w życiu tak to działa, że POD DOSTATKIEM, ZAWSZE i NA 100% – będziemy mieć tylko kłopotów. Wszystkiego może Ci zabraknąć, ale problemów miałeś, masz i będziesz miał niewyczerpane zapasy. Nawet, kiedy zostaniesz pięknym milionerem w szczęśliwym związku – twoją głowę i tak będzie zajmować głównie to, że jacht ci pożółkł, a sejf się nie domyka.

Tak to już jest – problemy mamy i na nich się skupiamy. Nasze powodzenie i dobrobyt zmienią tylko RODZAJ KŁOPOTÓW, Z KTÓRYMI SIĘ MIERZYMY.

 


Czy w takim razie nie byłoby bardziej sensowne, żeby zacząć planować problemy? Chociaż to z pozoru mało przyjemny temat do rozmyślań – to warto. W rzeczywistości tym, co definiuje nasze codzienne życie, marzenia, nastrój, są właśnie nasze kłopoty.

Ktoś mądry napisał (może pamiętacie autora?), że zbyt rzadko zadajemy sobie pytanie nie o to, co chcemy mieć, ale bez czego możemy żyć. Nie o to, jakie sukcesy chcemy osiągnąć, ale jakie nieprzyjemności możemy wytrzymać. W dzisiejszych czasach (nienawidzę tak mówić), w obliczu masowej kultury, która nas otacza, wydaje się, że wszyscy chcą mieć wszystko.

Żyjemy w społeczeństwie, które masowo marzy nie tylko o wiecznej miłości, sukcesie i bogactwie, ale też o: popularności na Instagramie, wyrzeźbionym ciele, skokach spadochronowych, najnowszym Go Pro, inspirujących książkach, umiejętnościach profesjonalnego kucharza, wspaniałym guście filmowym, zbilansowanej diecie, podróżowaniu do Azji i kursie instruktora jogi.

Człowiek renesansu to mały pikuś w porównaniu z człowiekiem social media.
Leonardo da Vinci w życiu nie dałby rady być tak wszechstronnym, jak my planujemy być.

I przy całej presji, na jaką nas to skazuje, jest niezaprzeczalna zaleta tych marzeń, kiedy tylko ją sobie uświadomimy. Tego typu dążenia generują bardziej przyjazne problemy. Problemy pierwszego świata, tak chętnie wystawiane na pośmiewisko.

Ja wiem, że niektórych kłopotów nie da się uniknąć ani zlekceważyć. Są ludzie, którzy są chorzy, ekstremalnie biedni albo mają umierające dzieci. Rzeczywiście – w porównaniu z nimi mamy nonszalanckie zmartwienia. Na szczęście, poza nimi istnieje cała, wielka grupa ludzi o przeciętnej sytuacji życiowej: i to z nich najczęściej się kpi, bo mają problemy pierwszego świata.

I CO W TYM ZŁEGO, JA SIĘ PYTAM? Czy powinni znaleźć sobie gorsze? Przyjmijmy za pewnik – jakieś kłopoty mieć muszą. Nie istnieją ludzie w 100% zadowoleni.


Tak więc o ile przyjemniej żyje się wśród tych, dla których anulowany karnet na jogę był największą tragedią ostatnich miesięcy.

problemy pierwszego swiata