Co sobie zaplanowałam na 2017?

Co sobie zaplanowałam na 2017?

Uwielbiam zaglądać do cudzych planów

Dzień dobry w NOWYM ROKU! Grudzień był trudny. Ostatni miesiąc zawsze jest miesiącem zapaści. Święta, święta, przygotowania, niby-błogość, a jednocześnie szaleńczy pęd. U mnie doszła jeszcze ekscytacja nadchodzącym 1 stycznia.

Przyznam, że listopad i grudzień upłynęły mi pod znakiem dopinania części zadań PRZED styczniem, przenoszeniem drugiej części NA styczeń i intensywnym obmyślaniem planów podbicia świata w 2017 roku. Sądzę, że mogę być w tym trochę paranoiczna – ale uwielbiam planowanie tego typu, przed przełomem.

Bardzo mi się nie podoba, kiedy ludzie traktują początek roku z pogardą. Znasz to – ,,plany noworoczne to tylko pretekst do odkładania rzeczy na później” albo ,,jakby 1 stycznia był inny niż wszystkie pozostałe dni w kalendarzu”. No jest! Po to jesteśmy ludźmi, istotami o rozwiniętym myśleniu abstrakcyjnym, żebyśmy mogli korzystać z symboliki, prawda?

Nie rozumiem, skoro 1 stycznia to taki tam przeciętny dzień, to dlaczego krytykanci nie organizują sobie Bożego Narodzenia w lipcu i po co w ogóle obchodzą urodziny…?

Tak czy inaczej, ja uwielbiam nastrój nadchodzącego nowego startu i zawsze jest dla mnie motywujący. Tak, jak 1 stycznia, motywował mnie w życiu tylko koniec sesji na studiach. Kto jeszcze zna to uczucie, że wraz z końcem bieżącego okresu świat rozjarzy się tysiącem barw, a życie znowu stanie piękne?

Niby można nazywać to naiwnością i banalnym oszukiwaniem samego siebie. Ale na tej samej zasadzie każdą uroczystość byłoby trzeba potraktować jak kolejny dzień bez znaczenia. Czy to nie zagrzebywanie w piachu soli życia?


Jakie masz plany na 2017 rok? Jest ich dużo, mało, nie ma wcale?

Ja mam sporo celów, ale stworzyłam je według mojego schematu planowania, więc uważam, że są realistyczne – a to ważne. Ustanawianie sobie zbyt ambitnych, nieosiągalnych planów czyni nas nieszczęśliwymi – to udowodnione naukowo. W praktyce: dwie grupy badawcze dostały listy celów do wykonania. Jedni mieli np. ,,segregować śmieci”, a drudzy ,,ocalić środowisko”.

Okazało się, że mimo wykonania dokładnie takich samych czynności – pierwsza grupa była szczęśliwa, a wśród członków drugiej dominowało uczucie rozczarowania samym sobą.

Prawdopodobnie są osoby, których nie wzruszają listy zadań do wykonania, ale ci, którzy (jak ja) uwielbiają skreślać kolejne punkty – na pewno zrozumieją przesłanie tego badania.


Jeśli chodzi o moje plany na przyszły rok, to postanowiłam wybrać ich trochę mniej niż miałam ochotę. Przemyślałam to i zdecydowałam, że jeśli uda mi się zamknąć listę przed upływem roku to tylko mnie to dodatkowo zmotywuje i będę mogła kolejny raz przejść mój ulubiony proces planowania! Stworzyłam listę pojedynczych działań, z których będę co miesiąc wybierać punkty na kolejne 4 tygodnie.

***

Moją największą ambicją tego roku jest język angielski. Chociaż mieszkam w Londynie, to niestety ostatnie miesiące to u mnie znikomy kontakt z płynnym angielskim. Większość czasu spędzam w biurze – my jesteśmy polską redakcją a sąsiedzi litewską, więc nad biurkiem angielskiego nie słychać zbyt dużo. Współlokatorzy rozmawiają między sobą w swoim języku, a my komunikujemy się po angielsku – ale według jednej z teorii, umiejętności językowe drugiego człowieka (nawet native speakera) rozwijają twoją biegłość tylko przez kilka pierwszych miesięcy. Po dwóch latach rozmów, nauczyliśmy się od siebie nawzajem już wszystkiego, czego tylko mogliśmy.

Dlatego postanowiłam w tym roku zrobić z nauki angielskiego solidny projekt. W końcu lepsze okoliczności do szlifowania języka już mi się nie trafią.

Druga rzecz, na której się skupiam już od jakiegoś czasu, to realna kontrola swoich przepływów pieniężnych. To taki najbardziej namacalny sposób na ujęcie całego stylu życia, który coraz bardziej mnie porywa – nazywanego umownie minimalizmem. Tego na pewno i na blogu zobaczysz w najbliższym czasie więcej, bo przechodzę prawdziwą i dosyć spontaniczną transformację w tym aspekcie. Jeśli więc chodzi o konkrety – oszczędzam i monitoruję, na co wydaję pieniądze. Zaczęłam już w grudniu i choć wcześniej uznawałam spisywanie każdego wydanego grosika za stratę czasu, to teraz widzę – szczegółowe prześledzenie wydatków raz na jakiś czas pozwala zaobserwować naprawdę ciekawe tendencje.

Blogowe plany też są już stworzone, ale dotyczą głównie strony technicznej – cały czas będzie się zmieniał wygląd strony, po kawałeczku, więc może nie zauważysz. Wkrótce pojawi się moje nowe logo i bardzo się tym stresuję, mam nadzieję, że się spodoba.


Na mojej liście, oprócz tych ambitnych, wielkoformatowych planów, pojawiło się też kilkanaście małych projektów i jednorazowych rzeczy do zrobienia. Z pewnością będę je na bieżąco relacjonować na blogu. Dużo ważniejsze jest jednak nastawienie, na które przestawił się mój mózg.

Podsumowanie wniosków, do których doszłam już pojawiło się tutaj w skondensowanej formie – w tekście Manifest spełnionego człowieka. Te reguły wydają mi się teraz znacznie ważniejsze od wszystkich stworzonych przeze mnie planów. Ubiegły rok w moim życiu był czasem, kiedy dramatycznie wręcz zaniedbałam własną higienę psychiczną.

Uwierzcie mi, zupełnie zapomniałam o tym, że jestem człowiekiem, a nie maszynką.

Dlatego teraz wszystko, co planuję, planuję dla siebie. Dawałam się ponieść manii osiągnięć i celów, odhaczania kolejnych punktów i zapomniałam, że w tym wszystkim ostatecznie chodzi o to, żebym poprawiała to, jak sama się ze sobą czuję, prawda? Teraz dopasowuję wszystkie zamiary do siebie. Znam się od ponad 20 lat i wiem, że jeśli nigdy czegoś nie udało mi się zrobić, to raczej nie zmienię tego pstryknięciem palców. Po co sobie narzucać niemożliwe?

Rozwój osobisty jest ważny, ale nie ma miejsca tam, gdzie zaniedbuje się własne potrzeby emocjonalne i duchowe. Nasze ciało daje nam znać, kiedy i czego potrzebuje – ja w tym roku chcę częściej go słuchać.

Wrzucam na niższy bieg. Jestem ze sobą szczera.