Dawniej związki się naprawiało…

Dawniej związki się naprawiało…

Dziś wszystko się wyrzuca

Jeśli przeczytałeś ten tytuł i ze zrozumieniem oraz nutką nostalgii pokiwałeś głową – wyjdź. Jeśli lubisz sobie ponarzekać, że w dzisiejszych czasach co drugi związek się rozpada, że kiedyś było lepiej, a rzeczy się naprawiało zamiast wyrzucać – nie spodoba ci się. Za to wszyscy, których do czerwoności rozpala ta głupia teoria są mile widziani.

Dawniej było inaczej, było mniej rozwodów, rodziny się nie rozpadały.

Trudno się z tym sprzeczać. Rzecz w tym, że gloryfikowanie z tego powodu tzw. dawnych czasów jest maksymalnie nielogiczne. Jasne – takiej romantycznej teorii nie wypada nie dać lajka, c’nie? Tylko że rozrzewnione wizje starych lat jakoś nie wspominają, że ,,dawniej” musiałbyś do końca życia znosić skrajnie niewdzięczną żonę albo miłować męża, który biega slalomem od baby do baby.

Jest za czym tęsknić? No nie wiem.

dawniej zwiazki sie naprawialo kiedys bylo lepiej

Sentymentalne sformułowanie bo dawniej związki się naprawiało rozlazło się w internecie jak dżuma po Paryżu. Najczęściej powtarzane jest – paradoksalnie – przez osoby, które z dawnych czasów pamiętać mogą co najwyżej premierę iPhone 4. Niesamowite, że ludzie którzy ledwo sobie wyobrażają świat bez internetu, mogą tak zapamiętale chwalić realia sprzed jego istnienia. Widzę w dzisiejszych 15-latkach prawdziwy potencjał – w przyszłości na pewno pobiją naszych rodziców i dziadków zdolnością prawienia morałów.

Kiedyś rzeczy się naprawiało, a nie wyrzucało.

To prawda. I o ile to bardzo korzystne dla środowiska, portfela i zdrowia psychicznego – to wciąż ludzie to nie rzeczy i pomysł rozpatrywania związku w tej samej kategorii, co butów z dziurą, jest zabawny. Mimo wszystko spróbuję. Wzniosę się na wyżyny swojego intelektu i postaram się rozumować wewnątrz tego porównania.

Jesteś właścicielem jednej, jedynej pary butów – a w niej właśnie wytarła się dziura na palcu. W dzisiejszych czasach wyrzucisz buty i kupisz nowe. W dawnych – będziesz chodził z paluchem na wierzchu, albo z zacerowanym, brzydkim śladem na jedynym obuwiu. Czy gdybyś był człowiekiem z lat 50. nie wolałbyś kupić nowej pary? Pewnie tak, ale jest jeden problem.

NIE MASZ WYJŚCIA

Rzeczywiście, dawniej było znacznie mniej rozwodów i nie słyszało się tyle o rodzinnych dramatach. Czy to świadczy, że ludzie byli idealni, mieli lepsze serca, mocniej się kochali – i dopiero ten okropny internet ich tak zepsuł? Czy ludzie przed czasami popkultury posiadali jakieś szczególne zdolności i rozstania nie przychodziły im do głowy? Na oba pytania odpowiedź jest jedna – nie.

Ludzie kiedyś nie byli lepsi. Nie mieli większych zdolności kochania, większych serc, bogatszych dusz. Jasne, mieli inne rozrywki, ubierali się w inne ubrania i zamiast dzwonić – pukali do sąsiadki. Poza tym byli jednak mniej więcej tacy sami, jak my dzisiaj. Byli ludzie lepsi i ludzie gorsi, ci wielkoduszni i tacy chciwi, lojalni i niewierni.

Wychodzi więc na to, że ludzie nie kochali się bardziej, tylko rzadziej rozwodzili.


Bo teraz rozwodzić się to nie wstyd – to stało się społeczną normą, na którą już nikt nie zwraca uwagi. Byle g***o i już się leci do sądu z pozwem rozwodowym, zamiast ratować i naprawiać!!!

typowy komentarz internauty

Tak, oczywiście. Argumentacja tak samo przekonująca, jak Nastolatkowie będą raczej cisnąć się w kolejce do ginekologa i kupować za krocie tabletki 72 po, zamiast zabezpieczać się prezerwatywami. Na sto procent właśnie tak to działa.

No dobrze, ale nie lekceważmy tak od razu tej argumentacji. Przeanalizujmy ją szczegółowo – może ma jakiś sens?

W dzisiejszych czasach rozwód to nie wstyd i nikt na niego nie zwraca uwagi.

Wstyd? A jaki jest logiczny argument za tym, że komukolwiek powinno być wstyd za rozwód? Jak rozumiem, mówimy o sytuacji, w której dwoje dorosłych ludzi decyduje, że nie chce już dłużej prowadzić życia razem. Nie o zabijaniu szczeniaczków albo kopaniu dzieci w głowę. Nie widzę powodu, dla którego społeczeństwo miałoby wywierać na człowieka jakąś presję związaną z jego decyzjami matrymonialnymi.

Ach, więc może chodzi o sytuację, w której powinno być ci wstyd, że opuszczasz kogoś, kto wciąż cię kocha? No tak, to rzeczywiście łączy się z przykrymi wrażeniami, szczególnie dla osoby opuszczonej, ale takie jest życie. Wydaje mi się, że bardziej godny potępienia jest ktoś, kto zatrzymuje przy sobie partnera, choć dawno już nic do niego nie czuje. To przecież odbieranie drugiemu człowiekowi szans na szczęśliwą przyszłość.

Wróćmy jednak do dawnych czasów – dawniej, kiedy związek się wypalił, rzeczywiście się nie rozwodzono. Jednak nie dlatego, że miłość była tak wielka, ale dlatego, że

Nie wypadało się rozwodzić.

Czy to coś, za czym powinniśmy tęsknić? Czy naprawdę sytuacja, w której para tkwi razem, choć szczerze się nie cierpi, jest jakimś wzorem do naśladowania? Któryś mężczyzna tęskni za czasami, w których byłby wytykany palcami za rozwód ze zdradzającą go notorycznie żoną? Jest kobieta, która chciałaby żyć w czasach, w których mąż miał święte prawo pić i bić – bo miał obrączkę na palcu?

Pomińmy ekstremalne sytuacje. Skupmy się na średniej.

Czy dziś rzeczywiście od tak porzuca się ludzi, których dopiero przed chwilą kochaliśmy? Raczej nie. Jeśli między ludźmi pojawia się miłość – która przecież jest podstawą związku – to dzieci internetu walczą o nią tak samo intensywnie, jak ich pradziadkowie. Jeśli nie walczą – to znaczy, że ich uczucia nie są wystarczająco ciepłe. Dziś przynajmniej masz pewność, że ktoś jest z tobą, bo ma lepsze motywy niż ,,co się stało to się nie odstanie”.

No więc tak, dawniej relacje zrywało się rzadziej. Za to dziś nie ma społecznego przymusu, żeby brnąć w związek, który się sypie. Można żyć tak, jak się chce, a nie jak wypada.

Tęsknota za dawnymi czasami jest jak oburzanie się, że ktoś przestał karmić zdechłego psa.



Podobał Ci się wpis? Polub moją stronę na Facebooku!