Dźwignia

Dźwignia

Masz dużo więcej, niż inni

Piję olbrzymią kawę w beznadziejny poranek (z rodzaju tych, które nie dają szansy na cokolwiek lepszego tego dnia). Kawiarnia jest sieciowa, cappuccino smakuje trochę jak woda nalana z popielniczki, ale za to dokończenie go zajmuje w spokojnym tempie przynajmniej 1,5 h.

Próbuję ułożyć cokolwiek, pozlepiać plastrami dziury w duszy i świadomości, ułożyć klocki w całość.

Zastanawiam się przez chwilę, czy ludzie mi zazdroszczą,

kiedy ze zmrużonymi oczami notuję coś w skupieniu. Czy myślą, że robię coś ważnego w środę o 9:00 rano, gdy każdy – poza świeżymi mamami i bezrobotnymi – ma coś ważnego do załatwienia?

Podnoszę tępy wzrok, patrzę przez okno i widzę człowieka na elektrycznym wózku. Nie ma nóg, amputowano je wysoko, przy samych pachwinach. Nie ma jednej ręki, rękaw zwisa luźno, nawet ponad łokciem. Drugą ręką steruje wózkiem.

Nie wiem, jak się tak żyje. Nie wiem, czy jest szczęśliwy albo czy chociaż jest optymistą. Wysoko prawdopodobne, że codziennie próbuje zrozumieć, co i dlaczego się wydarzyło. Ale jedzie.

Wciąż coś popycha go do wciskania tej dźwigni.