Jak piwem uleczyłam pustkę egzystencjalną

Jak piwem uleczyłam pustkę egzystencjalną

A mówią, że alkohol nie przynosi rozwiązań.

Od kiedy zaczęłam dorosłe życie odczuwam dotkliwą pustkę egzystencjalną. Czasem bardziej, czasem mniej – ale przeciągle. Często nawet zastanawiam się

Quo vadis Ilona?

czyli dokąd ja właściwie zmierzam i jaki jest mój cel. Im dłużej się zastanawiam, tym bardziej nie wiem, i tym bardziej muszę myśleć. Potem czytam jakieś książki, które mają mi pomóc zgadnąć. Przerysowuję swoje plany na rok, 5 i 10 lat, a wyrażenie PROJEKTOWANIE ŻYCIA wydaje mi się zmorą o strasznych kłach. Przemyślałam prawie każdą decyzję w życiu – włącznie z korzystaniem z mniejszej ilości plastikowych torebek. Ograniczyłam cukier. I nic. I ciągle nic.


Ostatnio miałam koszmar.

Nawet z tego gorszego rodzaju koszmarów, które są bardziej jak maraton nadgodzin w biurze rachunkowym niż jak ucieczka przed nożownikiem. W sensie, koszmar który tak mnie umęczył, że obudziłam się w gorszym stanie niż byłam.

W tym koszmarze byłam w salonie tatuażu. Wybierałam wzór, którego ciągle nie byłam pewna. Zmieniałam zdanie, bez przerwy czułam wątpliwości, nie mogłam podjąć decyzji. Kilkanaście razy rozmyśliłam się w ostatnim momencie. Towarzyszył mi nieprzerwany, dokuczliwy niepokój.


Co znaczy sen o tatuażu…? Podobno potrzebę wyrażania siebie poprzez swoje działania. Więc skoro nie potrafisz zdecydować się, jaki chcesz tatuaż – czy to nie jest oczywiste? Utknęłam w martwym punkcie, a im dłużej staram się znaleźć wyjście, tym mniej widzę możliwych ścieżek.

Byliśmy w weekend na zakupach i zobaczyliśmy takie śmieszne, małe piwka. Podobno bardzo dobre, więc zostałam namówiona do przeprowadzenia pilotażowych testów przed blokiem. Piwo wielkości szklanki kakao nie może być aż tak wielkim problemem – nawet w obliczu pobudki do pracy o 5:00 dnia następnego.

Wypiliśmy dziesięć – na krawężniku, jak gówniarze, gadając o niczym.

Nawet, jeśli to pudło piwa sumuje się do pięciu butelek normalnego rozmiaru podzielonych na dwoje – to mi przeszło. Pustka egzystencjalna na chwilę zniknęła, zastąpiona dziwnym uczuciem, które ostatnio towarzyszyło mi dawno. Kiedy miałam lat naście i do rana spożywałam oranżadę ze zwrotnych butelek – tylko po to, by denerwować sprzedawcę w nocnym kolejnymi dzwonkami do okienka.

Sens życia to robienie rzeczy bez celu.

Solą życia są te rzeczy, które robimy zupełnie bez powodu.


Zobacz też: 10 super-zasad, którymi na pewno nie spierdolisz sobie życia


  • Czasami tak trzeba 🙂 Jak małolaty pod blokiem… I życie ma sens!