Jak znokautować 10-latka

Jak znokautować 10-latka

O wrażliwości dzisiejszej młodzieży

Pewien emeryt w angielskim pociągu zauważył trzech chłopaczków trzymających buty na siedzeniu. Jako osoba dużo starsza, o potencjalnym autorytecie, poprosił 10-latków, by zdjęli kopytka z krzesełek. Oni jednak nie posłuchali – a trzeba wiedzieć, że tej odmowie daleko było do poetyckiej. Cały przedział aż się zarumienił, słysząc kilkukrotną, nieelegancką odpowiedź na uprzejmą prośbę.

Rzeczony dżentelmen założył więc 10-latkowi nelsona.

Młody zakwilił, przeprosił, nogi z siedzenia zdjął. Oczywiście – teraz przeciwko edukatorowi podróżnemu toczy się śledztwo w sprawie znęcania się nad dziećmi. Ale ja zastanawiam się, czy mogę wysłać mu kartkę z gratulacjami. I gdzie kierować petycję o rozważenie jego kandydatury na stanowisko naszego własnego Strażnika Teksasu. Będę wnioskować o możliwość biczowania tych gówniarzy. Nienawidzę trzymania nóg na fotelach.

***

Ja też jestem edukatorem. Jak siada koło mnie ktoś, kto wywala racice w butach na fotel obok, to zaczynam szkolenie:

patrzę na niego z obrzydzeniem i wzdycham ostentacyjnie

Efekt jest taki, że nikt nawet mnie nie zauważa i chyba muszę zmienić taktykę – jak widać, niektóre są skuteczne.

Tak na poważnie, to ja nikogo nie mam zamiaru bić i aż tak bardzo nie płaczę, ale te buty na siedzeniach to dla mnie jak płachta na byka. Ludzie niby czują jeszcze trochę wstydu, ale i to się dynamicznie zmienia – mam wrażenie, że odwrotnie proporcjonalnie do liczby oznaczającej rok urodzenia. Im młodsi, tym bardziej bezstresowi i mniej kochają regulaminy oraz reguły kulturalnego współżycia.

Jednocześnie, coraz bardziej wrażliwa jest ta nasza młodzież. Kiedy my byliśmy mali, dziesiątki ludzi darły na nas japy z byle powodu, poczynając od zgrzybiałego sąsiada, aż po nadąsaną sklepową. W ucho też się dostawało. I nikt tych ludzi do sądu nie pozywał – co najwyżej jeden ojciec pokrzyczał na drugiego. A i to tylko w drastycznych przypadkach.