Kobieta jest jak źródło

Kobieta jest jak źródło

I musi o tym pamiętać

Ktoś powiedział mi kiedyś, że kobieta jest jak źródło, z którego mężczyzna czerpie energię. Relacja między dwojgiem ludzi trwa tak długo, jak długo on może korzystać z jej energii – jeśli tego zabraknie, to prawdopodobnie on zacznie szukać gdzieś indziej.


Zobacz też: Dawniej związki się naprawiało…


Trochę seksistowsko, prawda? W pierwszej chwili kojarzy mi się z jakimś emocjonalnym wampiryzmem i budzi sprzeciw. Mówiąc łagodnie – ten schemat jest BARDZO uproszczony.

Ale im dłużej o tym myślę, tym chętniej się zgadzam.

Teoria źródła brzmi jak zapalnik dla feministek. No bo czemu to kobieta ma dawać, a mężczyzna tylko brać kiedy mu wygodnie? To przedmiotowe traktowanie kobiety – bo wygląda na to, że jedynym profitem ze związku dla niej jest sama obecność księcia na białym koniu…

Pominę tę narzucającą się perspektywę i przejdę wprost do drugiego dna.

kobieta jest źródłem


Kobiety rzeczywiście są bardziej skłonne dawać niż brać.

Kochająca kobieta naprawdę jest w stanie zaangażować się bez granic i poświęcić bardziej niż mężczyzna. Robimy to niemal naturalnie i bez żadnego wysiłku. Mężczyźni – mam wrażenie – wchodzą w związki z trochę innym nastawieniem.

I nie, nie mam tu na myśli osobistych dramatów, porzucania rodziny, przeprowadzek do Australii czy zamykania się w piwnicy – tylko zwykłe, codzienne życie. Małe, zwyczajne ustępstwa, na które idziemy bez zastanowienia, a nawet z przyjemnością.

To my rezygnujemy z aerobiku, bo chłopak zaprosił nas do kina akurat dzisiaj. To my przekładamy spotkanie z koleżankami, żeby wygodniej było się spotkać. Kiedy mamy wybierać czytanie książki albo wspólny spacer to najczęściej stawiamy na czas spędzony razem. I robimy to coraz częściej i częściej.


Zobacz też: Chamska zemsta na dziewczynie – czemu to takie popularne?


Oczywiście, że kobiety robią to z własnego wyboru. Oczywiście, że do tego kina idziemy z uśmiechem, a nie ze łzami w oczach i poczuciem krzywdy. I w ogóle nie czujemy, że z czegoś rezygnujemy albo że się poświęcamy.

ALE

To właśnie o tym jest cytat ze źródłem. Jako kobiety mamy skłonność tak głęboko angażować się we wspólne życie w związku, że łatwo zapominamy o swoim własnym. Teoria źródła przypomina nam, że to najczęściej kończy się tragicznie.

Co to oznacza, że mężczyzna czerpie energię od kobiety?

Moim zdaniem to, że wchodząc w związek, nawiązujemy relację z człowiekiem, który nas interesuje, pasjonuje, ciekawi. Im więcej źródeł tego zainteresowania porzucamy, tym mniej mamy do zaoferowania drugiemu człowiekowi. Im mniej satysfakcji znajdujemy w życiu poza związkiem, tym mniej energii wnosimy do relacji.


Nieważne, jak bardzo chcesz zaangażować się w związek i ile satysfakcji przynosi Ci czas spędzany wspólnie. Musisz pamiętać o tym, żeby zachować margines egoizmu. W przeciwnym razie, prędzej czy później, odczujesz negatywne skutki. Twojej energii nie starczy nie tylko dla twojego partnera, ale NAWET DLA CIEBIE SAMEJ – i to chyba bardziej tragiczne.

I nawet jeśli tytułowej teorii brakuje ogłady i subtelności, to jednak warto o niej pamiętać. Z samolubnych pobudek.

kobieta to źródło


P.S. Tak, wiem, taka sama zasada dotyczy mężczyzn. Przecież mówiłam, że to seksistowskie.
  • Ja się z tym poniekąd zgadzam 😉 o owszem jest seksistowskie, ale z drugiej strony feministyczne uniesienia, które są wbrew naszej naturze też nie mają sensu. Oby się tylko wzajemnie szanować i nie wysysać tej energii, a właśnie czerpać w pozytywny sposób i być dla siebie obojga partnerami. Każda strona coś od siebie daje – wtedy związek jest prawdziwy i szczery :)))

    • Może powinnam napisać, że o ile mężczyźni mają taką naturalną zdolność, o tyle kobiety muszą się nauczyć dbać o swoje źródełko 🙂

  • A ja mimo wszystko uważam,że albo dwie strony są dla siebie wzajemnie takim źródłem albo coś jest nie tak. Mniej więcej kompromis, bez ciągłych ustępstw tylko z jednej strony.

    • To prawda, ale z drugiej strony to jednak jest trochę rzeczywistości w tym, że mężczyznom jakoś łatwiej przychodzi ten zdrowy egoizm, który jest wtedy wymagany.