Kobieta siedzi w domu i zmywa gary

Kobieta siedzi w domu i zmywa gary

Bulwersuje cię to? Niepotrzebnie!

Współczesna kobieta pragnie pracy, pragnie osiągnięć, kariery, spełniania aspiracji i rozwijania ambicji. Zostawanie na utrzymaniu męża jest nieakceptowalne. Jeśli matka siedzi w domu z dzieckiem – jeszcze możemy to zatwierdzić. Jeśli jest bezdzietna, to siedzenie w domu = wyrok i należy taką panią szybko uświadomić i przywrócić na łono rozwoju zawodowego. Albo przynajmniej trochę jej współczuć i uznać za zacofaną kurę domową. Biedna kobieta, zależna od chłopa.

Bo silna kobieta nie siedzi w domu. Kobieta ma prawo do pracy i pracuje! Cieszy się wstawaniem codziennie o 6, żeby przebijając się przez korki dojechać do biura. Tam będzie 9 godzin siedzieć i klepać w Excela, wypełniając też raz na jakiś czas ankietki na temat wibrującego poczucia szczęścia i spełnienia, które odczuwa. A to wszystko z głębokiej potrzeby serca. Na niby.


Zobacz też: Grube, śmierdzące feministki


***

Tak, ja wiem, że kobieta musi mieć prawo do pracy. Że dobrze jest mieć swój pieniądz, zamiast liczyć na męża. Że niezależność. Ale własnie obserwujemy kolejny cywilizacyjny krok:

Najpierw kobieta wywalczyła sobie prawo do pracy, teraz pokaże, że ma prawo z niego nie korzystać.

To nie jest czcza gadka. Jak wynika z analiz prof. Maggie Andrews – po latach walki o równouprawnienie, kobiety coraz chętniej zostają w domu – zwłaszcza te, które mogą sobie na to pozwolić. Chcą zajmować się rodzinnym ogniskiem, gotować obiadki, sprzątać, a potem poświęcać się samej sobie.

kobieta siedzi w domu

Etos korporacyjno-konsumpcyjno-kapitalistyczny wziął i się rypnął.

Jak mówi prof. Andrews – praca jednak nie jest taka zabawna, jak myśleliśmy. Nie oszukujmy się, większość z nas nie pojawiłaby się w swoim biurze nawet na byle 5 minut – gdybyśmy tylko wygrali kasę na resztę życia. Kto z nas pracuje z powodów wyższych, niż konieczność wrzucenia czegoś do gara?


Zobacz też: Dawniej związki się naprawiało


W przypadku kobiet jest jeszcze gorzej, one muszą odwalić – co udowodniono w badaniach – o wiele więcej roboty niż przeciętny chłop. Zapieprzają na dwa etaty, bo sprawiedliwy podział obowiązków domowych w praktyce okazuje się być mniejszym lub większym mitem. Do tego przysłowiowa korporacja, która (mam nadzieję) przejdzie do historii jako współczesna forma niewolnictwa. Każdemu by się ulało – więc jak kobieta może wybierać, to woli tylko jedną pracę.

***

Oczywiście, jeszcze nie ma mowy o trendzie, który dotyka wszystkich, ale jednak presja na kobiety na utrzymaniu mężów się zmniejsza i powoli zamienia w zrozumienie. Wciąż jednak istnieje – szczególnie wśród samych kobiet. Jeśli kiedyś traficie na podobne dyskusje, to zauważcie: kiedy mężczyzna siedzi w domu z dzieckiem, to jest przez większość pań oklaskiwany za umiejętność zrezygnowania z egoistycznych pobudek dla dobra rodziny, za pracę, którą wykonuje w domu i tak dalej. Jeśli kobieta to robi – i jeszcze jest z tego zadowolona – to najczęściej przypomina jej się, że kiedyś mąż odejdzie, a ona zostanie bez kasy. Na szczęście większość kobiet nie staje przed opcją wyboru trybu gosposia – bo jest dla nich zbyt luksusowy. Życie jest drogie, ktoś musi za nie płacić. Dlatego idziemy do pracy po równo, ramię w ramię i nie musimy na głos przyznawać, że nie miałybyśmy problemu z byciem kurą domową. A coraz częściej nie miałybyśmy – to nie mój wymysł, tylko statystyka.

Kobiety powtarzają, że pracują dla własnej ambicji, a pomimo tego na Zachodzie niepracująca żona ponownie staje się symbolem wyższego statusu społecznego i materialnego rodziny – a nie zacofania i ograniczenia. Możliwość zajęcia się wyłącznie domem w pewnych kręgach znowu jest obnoszona z dumą. Staje się obiektem skrywanych marzeń.

kobieta siedzi w domu

Jak sugeruje prof. Andrews, posada pełnoetatowej pani domu nie jest kojarzona z brudnym, wycieńczającym kieratem – i zawdzięczamy to mediom oraz internetowi. Teraz zostawanie w domu to gotowanie wyszukanych obiadów, urządzanie zadbanych, pięknych wnętrz, wychowywanie mądrych dzieci w słodkich ubrankach, uprawa ogrodu. Do tego joga i rozwój osobisty. To rzeczy, które stają się dla nas atrakcyjne – bardziej niż odsiadywanie godzin za biurkiem. Wystarczy zerknąć na piękne blogi parentigowe czy kulinarne. Która z nas nie chciałaby prowadzić życia autorki?

Rola kobiety polega w tej wizji na byciu moderatorem życia rodziny, menadżerem domu. Kura domowa nabrała klasy i jest teraz hybrydą architekta wnętrz, szefa kuchni, pedagoga pierwszej klasy i coacha.

Czy to dobrze, że taki zwrot się dokonuje? A dobrze. Bo żadna forma presji społecznej nie jest dobra – zarówno ta, przez którą kobieta do pracy iść nie może, jak i ta, według której musi.


Zobacz też: Kobiecość w natarciu. Krótki poradnik, jak wydrapać babie oczy


Spodziewam się, że wkrótce nadejdzie era nowej emancypacji. Mężczyźni prawdopodobnie zaczną walczyć, aby tym razem to oni nie musieli pracować. A ja pozostanę w zgodzie z Oscarem Wilde, który powiedział, że praca to ucieczka dla ludzi, którzy nie mają niczego lepszego do roboty.