Kotlet jest nagi

Kotlet jest nagi

Dlaczego nigdy nie będziesz chodził do drogich restauracji

Korzystając z jednego dnia, w którym lało mniej niż przeciętnie, wyszliśmy sobie ostatnio na tradycyjny 8-godzinny spacerek. Przypadkiem trafiliśmy na jakieś święto muzyki country i obwoźnego żarcia – a przecież gdzie żarcie, tam i my.

Mieliśmy już nic nie jeść – no ale homar. Poprzedni, którego próbowaliśmy, był całkiem niezły. Jeśli porównało się go z piłką kauczukową usmażoną w dwutygodniowej fryturze. Zapragnęłam więc podejścia numer dwa.

Niestety, znowu okazało się, że wcale nie najtańszy homar był zimną mielonką z puszki wylaną na mrożone frytki, a małże pod pierzynką smakowały jak miernie nadmuchany balon (żeby nie porównać do innego gumowego wyrobu). Albo smakowałyby, gdyby tylko udało się je przegryźć. Jakość pierzynki łaskawie pominę milczeniem.

Te nieprzyjemne – choć kosztowne – doświadczenia semirestauracyjne kolejny raz popchnęły mnie do tych samych rozważań.

***

Moje zamiłowanie do papu, w połączeniu z ideową niechęcią do spędzania czasu w kuchni, sprawiły, że lubię tam, gdzie daje się jedzonko. W ciągu swojego życia w Londynie odwiedziłam kilka (z założenia) dobrych restauracji i kilkadziesiąt bistro z różnych półek cenowych. I poczynając od takich, gdzie za porcję płaci się 5 funtów, aż po miejsca w których pozbędziesz się przynajmniej stówki – wszystkie wybierałam kierując się opiniami. Pragnę zaznaczyć to bardzo wyraźnie. Każde miejsce, w którym byłam, miało średnią z setek ocen na poziomie „bardzo dobra”.

Z tych wszystkich przetestowanych miejsc, 90% bym nie poleciła.

Wśród droższych (droższych, ale nie gwiazdkowych) miejsc, chyba tylko jedna restauracja dała mi w miarę przyjemne doświadczenie, jedzenie było smaczne, ale po posiłku za 100 funtów musieliśmy dojeść w McDonald’s, co jest dosyć śmieszno-żenujące. W większości wychwalanych lokali dania nie były nawet na poziomie normalnym. Większość – w najlepszym wypadku – było bez smaku. W najgorszym, trafiło mi się grzybowe cappucino z filiżanką soli w bonusie, burger wielkości dziecięcej piąstki (nie przesadzam), a najlepsza ryba w Southend-on-Sea była smażona we fryturze sprowadzanej z budek kebabowych w Radomiu.

***

jedzenie bez smaku, niedobre restauracje

***

Zastanawiam się nad jednym. Czy popełniam błąd, oczekując od restauracji, że zjem tam coś super, coś ekstatycznego – lepszego niż w domu? Wydawało mi się, że jeśli o restauracji mówi się świetna, to możesz tam spróbować dzieła kucharza, którego kunszt przerasta umiejętności twojej babci. Tymczasem zaczynam sądzić, że jeśli wychowałeś się na domowym jedzeniu, to od fancy żarcia nie możesz oczekiwać, że będzie lepsze. Moja ostatnia nadzieja leży w restauracjach z gwiazdkami – może to tam ukrywają się kucharze, którzy naprawdę zaskakują – oraz w osiedlowych mikrorestauracjach, bo tam statystycznie częściej jestem uszczęśliwiona jakością jedzenia.

***

W dzisiejszych czasach wszystko jest udawane. Restauracje też. Zwłaszcza te najmodniejsze.

No bo kupujesz takiego kraba, który kosztuje tyle, że mógłbyś w tej cenie dostać pół świeżego rekina, zjadasz go – był paskudny. Ale zachwycasz się, bo wszyscy się zachwycają. Bo jeśli nie pochwalisz, to znaczy, że nie zrozumiałeś.

Jak żartobliwie podsumowała moja znajoma – ostrygi są dla mnie obrzydliwe, ale bogaci ludzie jedzą je nie bez przyczyny, a ja chcę być bogata. Dzisiaj do otwarcia restauracji wystarczy mieć hipsterski pomysł, który się sprzeda – jak nowe szaty Cesarza. Nawet, jeśli nie masz żadnego talentu, a twoich dań pies nie chce powąchać, to odrobina dobrej gadki wbije ludziom do głowy przekonanie, że to z ich językiem jest coś nie tak. Na podobnej zasadzie bez trudu zostaniesz malarzem, muzykiem i kreatorem mody.

***

W Londynie powstaje bar z wodą. Będą podawać rozmaite kranówy z końca świata. Jak powiedział pomysłodawca: – Woda ma posmak i odcienie, jak wino. Dlaczego nie pozwolić ludziom spróbować odmiennych rodzajów?

Oczami wyobraźni już widzę śmietankę towarzyską wyczuwającą różnicę między Kroplą Beskidu a Nałęczowianką za 15 funtów szklanka. Cesarz jest nagi.

***