Magiczne sprzątanie – Marie Kondo

Magiczne sprzątanie – Marie Kondo

Jak opróżnienie szuflady odświeży ci mózg

Marie Kondo to taka japońska perfekcyjna pani domu. Kiedy trafiłam na jej książkę Magia sprzątania, akurat byłam na szczycie mojej manii usuwania rzeczy, która stopniowo ogarniała mnie od przynajmniej 2 lat. Wydawało się więc, że Magia sprzątania to pozycja idealna dla mnie. W pierwszej chwili wyjątkowo się nakręciłam na praktykę tzw. Konmari, ale postanowiłam jednak zorientować się w temacie zanim kliknę KUP.

Wpisałam w wyszukiwarkę nazwisko autorki i trafiłam na film pokazujący ją samą – układającą rzeczy w szufladzie z bielizną. No i koniec. Na tym skończyło się moje zainteresowanie książką. Młodo wyglądająca kobieta składa majtki i rajstopy w idealne kostki i układa je jak cegiełki. Dobra, nie jestem szalona.

***

Zapomniałam o Marie Kondo na krótką chwilę. Akurat zbliżało się Boże Narodzenie. Kto zgadnie, co znalazłam pod choinką?

Nie wiem, czy Magia sprzątania była jakąś sugestią od mojego brata. (Była?)

Zabierałam się do czytania oczekując, że tytułowe sprzątanie to mycie zlewu i pucowanie okien. Myliłam się. Dla porządku muszę też wspomnieć, że na krótko przed Magią sprzątania solidnie posegregowałam swoje rzeczy. Wyrzuciłam naprawdę dużo z tego, co zachowałam w trakcie przeprowadzki. Miałam też wtedy w zwyczaju raz na kilka tygodni przeglądać wszystko, co posiadam – więc i tak byłam na poziomie zaawansowanym. I wydawało mi się, że nie może być lepiej.

„Sprzątanie to narzędzie, a nie cel”

W angielskiej wersji tytuł książki brzmi The Life-Changing Magic of Tidying Up, czyli rzeczywiście magia sprzątania, ale zmieniająca życie. O ile daleko mi do wyznawania religii japońskiego ładu, to uważam, że pominięcie tego członu w polskim tłumaczeniu nie było dobrym posunięciem. Opracowana przez autorkę metoda Konmari rzeczywiście ma w sobie coś, co zmienia poglądy na organizację przestrzeni. Bo oto całą filozofię Magii sprzątania można zamknąć w jednym zdaniu:

W twoim mieszkaniu powinny zostać tylko te rzeczy, które sprawiają, że czujesz się szczęśliwy.


Zobacz też: Slow cooker – robię obiady tylko raz na tydzień


„Dotąd wierzyłam, że liczy się dodawanie ważnych rzeczy do mojego życia. Zdałam sobie sprawę, że jeszcze ważniejsze, niż dodawanie jest eliminowanie”

Jaki wpływ ma na nas nasze materialne otoczenie? Jedna z moich ulubionych teorii mówi, że nasz mózg jest tym, czym go karmimy. Obecne wokół nas rzeczy odpowiadają za stan, w jakim znajduje się umysł.

Marie Kondo przekonuje, że posiadane przez nas przedmioty są fundamentem kondycji emocjonalnej.

W Konmari chodzi o pozbywanie się rzeczy, których nie darzymy prawdziwą miłością i które nie czynią nas żywo szczęśliwymi. Rozpoznanie takich przedmiotów nie jest specjalnie wymagające. Na pewno każdemu przychodzą teraz do głowy rzeczy, które wywołują uśmiech. Ale są i te przygnębiające. Na przykład pamiątki po byłych związkach przypominają błędy przeszłości. Nietrafione prezenty dają swędzące poczucie smutku pod tytułem chciał uszczęśliwić, ale nie trafił. Ubrania, których nigdy nie założyliśmy to rozgoryczenie z powodu utraty pieniędzy.


Klasyczne sprzątanie polega na tym, żeby poupychać te rzeczy po kątach. Marie Kondo twierdzi, że taki wzorzec zachowania nie tylko sprzyja ponownemu powstawaniu bałaganu, ale też blokuje prawdziwy cel sprzątania – osiągnięcie równowagi emocjonalnej i pozbycie się zbędnych uczuć.

„Kiedy zaczniesz sprzątać – poczujesz potrzebę przestawienia życia na nowe tory”

No to teraz się zaczyna, brzmi jak jakaś psychoreligia. Jak niby odkurzanie szuflad ma być remedium na egzystencjalne bolączki? Tutaj Kondo wali z grubej rury – sprzątanie to medytacja. Przyznam, że w tym momencie książki zrobiłam dziwną minę i naprawdę myślałam, że ta kobieta nie jest normalna. Potem zrozumiałam.

Chodzi pokrótce o to, że nadmiar przedmiotów powoduje w nas niepokój. Zwłaszcza, jeśli są to przedmioty wywołujące niechęć, smutek, rozczarowanie samym sobą. Sprzątanie trzeba zacząć od wyobrażenia sobie codzienności, której pragniemy. Dlaczego twoje nawyki nie są takie, jakich byś pragnął? Które przedmioty nie pasują do wymarzonego życia i czemu wciąż je trzymasz w domu? Czemu nie otaczasz się tylko tym, co kochasz?


Zobacz też: 9 porannych cytatów na dobry, wiosenny dzień


To nie wypali – myślisz w pierwszej chwili. Większość rzeczy, które masz, to nie źródła szczęścia tylko akcesoria praktyczne. A nie możesz przecież pozbyć się 90 proc. z nich, prawda? Okazuje się jednak, że nie tylko możesz, ale nawet będziesz z tego zadowolony. Ale nie musisz. Jeśli kochasz swoje rzeczy, możesz mieć nawet pękające w szwach szafy. Jeśli czujesz, że to poprawia twoje życie – wszystko jest ok.

Podstawowe zasady Konmari są zupełnie inne niż pozostałych genialnych metod.

Po pierwsze, sprzątasz za jednym zamachem, wyrzucasz wszystko jednego dnia. Nie litujesz się, nie myślisz zbyt dużo, nie zaczynasz przeglądać zdjęć i wspominać albo przymierzać ubrań. Nie oddajesz rzeczy znajomym i rodzinie (poza określonymi przypadkami) i w ogóle nie pozwalasz bliskim oglądać, co wyrzucasz.

„Każdy przedmiot ma rolę do odegrania”

Plan byłby prosty do wprowadzenia, gdyby nie niektóre feralne przedmioty. To te, które sprawiają, że czujemy się niekomfortowo, ale nie możemy ich wyrzucić. Pamiątki, prezenty od bliskich, nieużywane zakupy. Każdy rozumie, dlaczego trudno się ich pozbyć. Trzeba sobie jednak uświadomić, że tak naprawdę ten opór wynika ze strachu. Przed utratą przeszłości, w której wciąż głęboko tkwimy albo przed nieznaną przyszłością.


Zobacz też: O co chodzi w downshiftingu


Za oba te uczucia należy wziąć odpowiedzialność. Jakie są prawdziwe powody przywiązania do danej rzeczy? Jakie emocje w nas budzi i czy chcemy te odczucia zatrzymać w swoim życiu? Większość przedmiotów przypomina nam o czymś z przeszłości, co nie jest nam dłużej potrzebne – jak byłe związki. Możemy też kolekcjonować rzeczy z zamiarami na przyszłość – na przykład sprzęt sportowy albo gazety do przeczytania trzymamy, bo pozwalają nam wierzyć, że jesteśmy na dobrej drodze do zmian. Z tego typu uczuciami musimy się zmierzyć i stawić im czoło. Dlatego właśnie nie oddajemy rzeczy rodzinie – wtedy nie zmieniamy swojego podejścia, a tylko przerzucamy odpowiedzialność na kogoś innego.

Tu z pomocą przychodzi kolejna rada Kondo.

Każdy przedmiot ma rolę do odegrania. Te, które nie wzbudzają w nas poczucia szczęścia, już ją spełniły i możemy się z nimi pożegnać. Coś, co dostałeś od przyjaciela, już pokazało ci, że on o tobie pamięta i o ciebie dba – taki był cel prezentu. Kupiłeś ubranie, którego nie nosisz – nauczyło cię więc na zawsze, że to nie twój styl. To podejście proste, ale logiczne. Wprowadzenie go w życie naprawdę ułatwia pozbywanie się rzeczy zbędnych.

„Powinniśmy cenić nie wspomnienia, ale osobę, którą się dzięki nim staliśmy. Przestrzeń, w której żyjemy, powinna się otwierać dla osoby, którą się stajemy, a nie tej, którą byliśmy w przeszłości.”


Głębszy sens sprzątania, o którym mówi Marie Kondo, zamyka się w prostym podsumowaniu: Pytanie o to, co chcesz posiadać, jest pytaniem o to, jak chcesz przeżyć swoje życie. Kiedy nauczysz się pozbywać przedmiotów, które nie sprawiają, że jest ci lepiej, bardzo łatwo będzie ci też dokonywać wyborów w innych dziedzinach życia. Łatwiej opróżnisz swoje życie z tego, co nie jest niezbędne, a tylko pochłania energię i czas.


Doświadczenia – czy Konmari działa?

W praktyce Magia sprzątania u mnie zaowocowała. Mimo tego, że byłam świeżo po sprzątaniu, pozbyłam się wielu więcej rzeczy – głównie tych praktycznych. Najważniejsze jednak, że jak do tej pory nie mam problemów z kontynuacją programu Konmari. Rzeczywiście ciągle układam swoje rzeczy i odkładam je na miejsce. Może nie obsesyjnie, ale w 98 proc. przypadków się udaje.

Niektóre rady to dla mnie za dużo – nie wyobrażam sobie codziennego wyjmowania rzeczy z torebki i ponownego pakowania ich rano w tym samym składzie do tej samej torby. Wiele innych się u mnie sprawdziło. Jeden z ciekawszych trików, których się trzymam, to usuwanie napisów i etykiet ze wszystkiego. Podobno wszelkie litery krzyczą do naszej podświadomości i zakłócają równowagę. Wierzę.

Zdecydowanie nie jest to książka dla tych, którzy szukają przepisów – mimo że Kondo opisuje całą filozofię, konkretnych lifehacków nie ma tam zbyt wiele. Ten poradnik dostarcza raczej motywacji i dotyczy psychologicznego aspektu sprzątania dalece bardziej, niż praktycznych porad. W ostatecznym podsumowaniu – Magia sprzątania naprawdę warta jest przeczytania.

Nawet jeśli psychoterapia poprzez układanie gaci w szufladzie w pierwszej chwili nie wzbudza zaufania.


 

  • Genialnie ujęte, chyba sięgnę po tę książkę 🙂 I świetne są te cytaty w tekście, bardzo trafne 🙂 Chyba muszę wprowadzić coś podobnego u siebie. Pozdrawiam 🙂

    • Chociaż książka jest troszkę banalna, to warto ją przeczytać właśnie ze względu na tę prostą, acz trafną filozofię 🙂

  • Mnie nie do końca ta książka przekonała, ale fajnie, że u Ciebie się sprawdziła.
    Początkowo podchodziłam do niej bardzo sceptycznie, ale całkiem niedawno przypomniałam sobie o niej i – idąc za radą autorki – pozbyłam się mnóstwa zdjęć. Zawsze miałam problem z pozbyciem się ich, bo to sentymenty, dziecięce wspomnienia itd., ale wreszcie uznałam, że i tak przerzucam te strony albumu, więc nie ma sensu wszystkiego tak gromadzić.
    Może niedługo raz jeszcze zmierzę się z tą książką i spróbuję wyciągnąć jakąś jeszcze lekcję od pani Kondo 🙂

    • Ja się zdecydowanie nastawiałam na WIĘCEJ, ale nawet z tego minimum zawartego w książce można było wyciągnąć coś cennego. I patrząc z perspektywy – to filozofia wyrzucania rzeczy była dla mnie zmieniająca życie.

  • Słyszałam o niej wiele rzeczy, ale jakoś nie kusi mnie na tyle by po nią sięgnąć.

    • Bardzo szybko się ją czyta, więc może kiedyś w wolnej chwili. Ale zdecydowanie nie jest to książka warta specjalnego zabiegania o jej przeczytanie – zwłaszcza, jeśli nie ma się większego problemu z porządkiem.

  • Nie slyszalam ani o książce ani o tej kobiecie 🙂 Ale musze przyznac ze zasmialam sie z ukladania bielizny w tym malenkim pudeleczku 😉 Serio? I co nagle wszystko runie kiedy wyjmiesz jedną pare skarpetek i nie bedziesz miala co wlozyc na jej miejsce? ;D Wybacz ale tego typu pozadkowanie jest dla mnie troche zabawne 😉

    • Niektóre propozycje są absurdalne – to fakt. Ale część świetnie sprawdza się w życiu 🙂

  • też zaczęłam układać ubrania w ten sposób, który proponuje autorka 😀 a robienie porządku wokół siebie jest cudownie oczyszczająca 😀

  • Uśmiałam się, bo sama niedawno zakupiłam tę książkę.
    Jak widać do każdego przemawia co innego – mnie przekonała tym, że nie da się posprzątać tylko „fragmentu”…. tzn da się o ile przyjmiemy do wiadomości ,że porządek utrzyma się wtedy krótko.
    Ale lekturę polecam każdemu – głównie dlatego, że nie autorka jest praktykiem z krwi i kości, który to o czym pisze, przetestował najpierw na sobie ( i to nie raz, przy okazji zarówno popełniając błędy jak i przyznając się do nich).

  • Pingback: O co chodzi w downshiftingu | chillife.pl()

  • Pingback: Jaki prezent kupić babie? | chillife.pl()