Nie bijesz złodzieja, więc popierasz kradzieże

Nie bijesz złodzieja, więc popierasz kradzieże

Wszyscy mamy monopol na prawdę

Kocham internet. To fantastyczne medium – tylko czasami tworzy pole do popisów, na które w realnym życiu byśmy się nie odważyli. Szczególnie dla ludzi, którzy uważają, że mają monopol na prawdę.

Samosądy mają się dobrze.


Zobacz też: Obrońcy zwierząt – a niech zdechną!


Każdemu zdarza się kogoś ocenić. Nawet jeśli jesteśmy tego świadomi i bardzo się staramy – nie zawsze udaje się powstrzymać. I chociaż wydawałoby się, że nie powinniśmy tego robić, to okazuje się, że coraz częściej

społeczeństwo wymaga od ciebie wydania wyroku

Internet to idealna przestrzeń, w której można zaobserwować tendencję ludzi do wydawania sądów – nawet w sprawach, o których niewiele wiedzą. Mało tego – nie tylko sami bierzemy czyjąś stronę, ale również wymagamy od innych, żeby się jasno określili. A najlepiej, żeby potępiali to, co potępiamy my.

Jeśli tego nie zrobisz, to tylko gorzej – bo zostaniesz zrównany z potencjalnym winowajcą.

Albo bijesz złodzieja, albo usprawiedliwiasz kradzieże. Nic pomiędzy.


Tymczasem na przestrzeni między Za i Przeciw jest jeszcze cała gama odcieni. I sama najczęściej odnajduję się właśnie tam.

Dlaczego nie powinniśmy się za wszelką cenę stawiać po jednej stronie? Bo ocena sytuacji jest zawsze, bez wyjątku, tylko naszą oceną.  Nawet wtedy, gdy sytuacja wydaje się jednoznaczna – nigdy nie poznamy całej prawdy.

Po drugie – to, że ktoś zawinił, nie oznacza, że masz prawo go osądzać.

Ludzie często usprawiedliwiają atak na osoby, które o coś oskarżono. Skoro jest winny, to należy mu się kara! A internet daje nam uprawnienia kata i pozwala na wymierzanie „sprawiedliwości”. Chcemy naiwnie wierzyć, że znamy okoliczności i potrafimy obiektywnie ocenić sytuację – więc nasze wyroki są słuszne. Niestety, bardzo często to tylko złudne. O tym, dlaczego to mylące pisałam już w tekście Facebookiem i mieczem. 


Pomińmy jednak kwestię racji. Załóżmy, że oceniana publicznie osoba naprawdę zachowała się nagannie i nie ma dla niej usprawiedliwienia. Czy to naprawdę oznacza, że powinniśmy odpłacać pięknym za nadobne? Czy czyjeś obrzydliwe zachowanie daje nam prawo do traktowania go w równie naganny sposób?

Wrócę do przykładu złodzieja – co do którego wszyscy się zgadzamy, że postępuje brzydko. Ale czy jego zepsuta moralność usprawiedliwia nasze zachowanie? Dlaczego wydaje nam się, że reguły naszego postępowania są względne i dostosowujemy je do niższych standardów? Ktoś zachował się bardzo źle, więc my – zachowując się źle – i tak wypadamy na jego tle całkiem nieźle. Bierzemy go sobie za punkt odniesienia i stwierdzamy, że skoro on ukradł babci torebkę, to oplucie go i użycie niecenzuralnych słów jest usprawiedliwione.

Jest?

Nie musimy, a nawet nie powinniśmy dopasowywać swoich zasad do okoliczności. Nie powinniśmy równać w dół i starać się jedynie być lepszym od najgorszego. Twoja klasa wyraża się przez Twoje zachowanie. Jeśli kogoś obrażasz, opluwasz, poniżasz – to świadczy o Tobie. Niezależnie od tego, czym zawiniła oceniana osoba.