Wszyscy mamy podziemne życie

Wszyscy mamy podziemne życie

Rzeczywistość przenosi się do metra

W miarę, jak rośnie miasto i rozwija się cywilizacja – coraz dłuższe godziny spędzamy w biurze i dojeżdżając do jego drzwi. Część doby przeznaczona na życie poza pracą topnieje nam w rękach, jak garść brudnego śniegu – więc coraz bardziej panicznie rzucamy się na złote recepty z gatunku Sprzątanie przez sen, Obiad raz na tydzień i Jak utrzymać fantastyczne relacje z dzieckiem w zaledwie 20 minut.

A i tak najlepszym, na co do tej pory wpadliśmy, jest gospodarowanie czasem marnowanym w metrze.

Trzy bezużyteczne godziny w pociągu… Brzmi, jak mokry sen trenera rozwoju osobistego.

metro w londynie 1


Zobacz też: 10 super-zasad, którymi na pewno nie spierdolisz sobie życia


Wszystko, co robimy w metrze, służy jednemu z dwóch, zgoła odmiennych celów: zabiciu czasu lub zaoszczędzeniu czasu.

W mieście, w którym perspektywa strajku pociągów wywołuje większe napięcie nerwowe niż rozwód i atak terrorystów (być może nawet razem wzięte), to właśnie w wagonach pod ziemią prowadzimy życie towarzyskie, marzymy, uczymy się i odbywamy higienę osobistą.

W to dziwne, nienaturalne środowisko bez internetu próbujemy wpasować jakąś część własnego życia – balansując na krawędzi tego, co może być publiczne, a co wciąż stanowi tabu. Makijaż w trakcie podróży? Już nawet nie chce się dyskutować, czy jesteśmy na TAK, czy na NIE – tak, jak nie poświęcamy czasu na głosowanie w sprawie jutrzejszej pogody. Kto wie, które z domowych obowiązków przeniesiemy do metra w następnej kolejności…

Razem jemy, czytamy, śpimy. Nigdy nie patrzymy sobie w oczy – z grzeczności.

Z grzeczności, zajmujemy tylko tyle miejsca, ile nam się należy. Żadnych zbyt dużych toreb, turystycznych plecaków, składanych rowerów, czy – nie daj Boże – dziecięcych wózków. Jeśli się zdarzą – w zestawie ze sztucznymi uśmiechami dostaniesz milczące, wyrażane jedynie oczami, oskarżenie.

metro w londynie 3

Metro wymazuje w nas instynkt samozachowawczy. Twarz przy naszym uchu, pojawiająca się znikąd, nie powoduje już odruchu, ani nawet minimalnego wzdrygnięcia. Jesteśmy tak blisko, choć nie na tyle, by na siebie wzajemnie patrzeć. Wyginamy szyje w kierunku wysoko zawieszonych reklam, unikając widoku głów współpasażerów. Ćwiczymy mięśnie karku – zanikające przez ciągłe zwieszanie głowy nad ekranami i biurkami – manewrując między krzyżującymi się spojrzeniami.

To tu zamieniamy założone do garniturów i garsonek rozlazłe adidasy na wypastowane szpilki, przygotowując się do nadchodzących, niekomfortowych 80% dnia. To tu przechodzimy powolną odmianę, wyłączając kolejne elementy biurowej konfiguracji po pracy – tym odważniej, im dalej od biura i im mniejsza szansa na spotkanie kolegi z sąsiedniego działu.

Wszyscy mamy podziemne życia.

metro w londynie 2

  • Uśmiechnęłam się przy tym wpisie 🙂
    A Londyn uwielbiam <3