Słowa, których nie umiesz używać

Słowa, których nie umiesz używać

…a i tak to robisz.

Polski język jest trudny. Bardzo trudny. Używanie go w stopniu umiarkowanie poprawnym jest wielkim osiągnięciem.

ortografia4

Dla obcokrajowców.  Dla Polaków nie ma litości.


Jestem polonistycznym oszołomem – nie tylko dla innych, również dla siebie. Chciałabym perfekcyjnie używać swojego języka, zwracam uwagę na słowa, ciąglę się uczę i poprawiam. Wiem, że będę popełniać błędy, a wyższy stopniem oszołom na pewno mógłby się – nie raz, nie dwa – czepić czegoś, co wychodzi spod mojej ręki albo czym posługuję się w mowie.

Mam jednak jedną zasadę, którą się z wami podzielę – jak dobrą radą. Jeśli nie umiesz posługiwać się skomplikowanymi formami i nie masz pewności to…

Nie stosuj takiego słowa, póki nie nauczysz się tego robić poprawnie.

Marzę o tym, trochę nieskromnie, żeby wszyscy ludzie przejęli ode mnie tę regułę. Szlag mnie trafia, bo nie chcą. No nie chcą! Polacy nagminnie używają kilkunastu słów, których nie rozumieją, nie potrafią poprawnie zastosować, a które – niestety – wchodzą do słownika powszedniego.

Nie będę tu wspominać o takich oczywistościach, jak poszłem czy włanczać. Zaprezentuję za to 5 innych sformułowań, które ludzie uwielbiają, choć nie umieją ich używać.


BYNAJMNIEJ

Też klasyka, ale musiałam o tym napisać, więc postanowiłam to załatwić na wstępie. Bynajmniej to PRZECZENIE. Oznacza, że NIE.

Profesor Miodek ironizuje, że błędnego podmieniania przynajmniej na bynajmniej dokonują ci, którzy chcą się językowo dowartościować i aspirują do awansu społecznego. Wydaje się, że ma trochę racji – że niby bynajmniej to takie bardziej ą-ę przynajmniej. No wiesz, brzmię tak jakoś ambitnie. A nie!

Korzyść jest taka, że możesz takiemu człowiekowi bezkarnie powiedzieć, że jest bynajmniej mądry.

polskie słowa


PORUTA

Ale narobiliśmy boruty. Moja dziewczyna ciągle sieje borutę. Skąd się to wzięło – nie wiem.

W języku polskim nie ma czegoś takiego. Jest słowiański Diabeł Boruta, ale chyba nie o niego tu chodzi. Jest Biruta, ale to jest tylko litewskie imię. Sens mniej więcej taki, jakbyś mówił, że narobiłeś Wandy. Jest miejski klub piłkarski Boruta Zgierz, który gra w 4. lidze, więc – nawet przy moim olbrzymim szacunku do Zgierza – nie sądzę, żeby miał tylu kibiców w całej Polsce.

Więc może chodzi o PORUTĘ? Tak, moi Drodzy. Może i brzmi dziwnie, może jest nieforemne i wcale nie pasuje do kształtu świata, do którego przywykliście, ale tak właśnie brzmi to słowo. Poruta, czyli wstyd, nieprzyjemność, hańba – krótko mówiąc przypał. Olśniewające, co?


NIE ZASYPIAĆ GRUSZEK W POPIELE

Nie zasypiaj, od spania. Nie od zasypywania.

Sprawia tyle problemów, bo zasypiać coś to forma trochę (bardzo) archaiczna. Aż tak, że mało kto o niej słyszał – bo teraz posługujemy się raczej czasownikiem przespać coś. Na szczęście ja właśnie ratuję was na resztę życia przed popełnianiem tego błędu. Raz o tym przeczytacie i będziecie pamiętać na wieki.

Otóż w całym tym powiedzeniu chodzi o ostrzeżenie przed przegapieniem czegoś. W dawnych czasach rzeczone gruszki ładowało się do pieca i tam suszyło. No ale jeśli w trakcie suszenia przysnąłeś od ciepełka paleniska, to gruszki się spaliły i niewiele ci zostało. Trzeba było więc pilnować i nie przeoczyć momentu – nie zasypiać gruszek w popiele.

słowa polskie


…IŻ POLACY NIE GĘSI, IŻ SWÓJ JĘZYK MAJĄ

Czyli, że Polak nie gęś…? No chyba jednak, bo Rej się w grobie przewraca. Ze śmiechu.

Rej nie lubił łaciny, która w jego czasach była ogólnie uznawana za język sztuki. Nie podobało mu się to i chciał tworzyć po polsku (pewnie był jak pani od Ken Li – próbował, ale nie szło!). Mikołaj tak nie lubił łaciny, że nazywał ją gęsim językiem. W przypływie frustracji wypuścił diss: Niech wszystkie ziomy z zagranicy wiedzą, że mamy swój własny język, a nie ten dziwny – gęsi (tłum. na język współczesny – I.D.)

Rej miał pecha, bo napisał po polsku, a nawet Polacy go nie zrozumieli. I po dziś dzień uważają, że Mikołaj napisał dumnie: Polacy nie są gęsiami. Ech.


MIELEMY

Mięso, kawę i językiem – mielemy.

Czasownik mielić to taki twór, który powstał na potrzeby ludzi nieumiejących zapamiętać, że prawidłowa forma to MLEĆ. Jeśli coś miażdżysz i przerabiasz na pył, to mlesz. Mielić też już niby można, ale nieoficjalnie i pod stołem. W mowie już mnie tak nie razi, ale w piśmie ciągle chciałabym widzieć prawidłową formę.

Bo ,,mielimy” to takie, no wiecie…

Mielimy kawę, ale już nie momy.


Jeśli mam być szczera, to dawno już wyrosłam z poprawiania obcym ludziom błędów ortograficznych i językowych. Zawsze je rejestruję – ale najczęściej ignoruję. Z wyjątkiem przypadków, które (jak powyższe) bardzo mnie drapią i uwierają, niemal zawsze odpuszczam. Język, którym się posługujemy, to jednak jedna z wizytówek, po których ludzie nas oceniają. Warto o niego dbać – choćby z tych egoistycznych pobudek. Dlatego jeśli widzisz gdziekolwiek w moich wynurzeniach błąd – nie wahaj się zwrócić mi uwagi.

P.S. Na przykład ostatnio dowiedziałam się, że poprawna jest forma ,,Jeźdź”, a nie ,,Jeździj” – o tym wcześniej nie miałam pojęcia. (Kto się przyznaje do oświecenia mnie? :))

  • Domyślam się, że chciałaś napisać „na potrzeby ludzi nieumiejących” ? 🙂

    • <3 Haha, tak to jest, jak się zmienia tekst w trakcie.

      No i jak się nie umie pouczać! 😀

      • Tak, teksty o języku polskim są wyjątkowo niebezpieczne, wiem coś o tym. Ale nie martw się, najlepszym się zdarza, jeśli nie ma w pobliżu drugiej pary oczu i to uważnych 🙂

        • Na szczęście przyszedł ktoś, kto się zna na rzeczy i sprawdził, zanim przyszła reszta 🙂

          • …i nawet nie będzie miał pretensji, jeśli skasujesz te wszystkie komentarze i będzie tak, jak gdyby nic się nie stało 🙂

          • Nie mam takiego zamiaru. Nie usuwam miłych czytelników 🙂

    • P.S. I tak sobie właśnie sprawdzałam i sprawdzałam i myślałam o tym, że na bank w tym wpisie zrobię jakiś błąd i będę musiała sama rzucić się na stos 🙂

  • Mielemy, a to dobre! Mnie bardzo irytuje jak ktoś mówi, np. „tu pisze”, „w każdym bądź razie”oraz „iż, bo”. Denerwujące jest również rozpoczynanie zdania od „no bo”. Sama często pewnie popełniam błędy, każdemu się zdarza, ale jeżeli nie wiem jak danego słowa, bądź sformułowania używać, to go nie używam. Pomocny wpis. O gruszkach nie wiedziałam, ale też nie używałam. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Było mi bardzo trudno odzwyczaić się od ,,w każdym bądź razie”, to mi się jakoś zakodowało nawykowo i – mimo wiedzy – zawsze mi się tak powiedziało. No bo też czasem wrzucę na początku zdania, dla ekspresji 😉

      • Jak to się mówi – zdarza się też najlepszym. Mnie teść oduczył, zawsze mi wypominał i chwała mu za to. 😉

  • Lubię, gdy zawiłości językowe tłumaczone są historiami. Ja koduję wtedy, gdy słyszę genezę, jak w przypadku gruszek. Zapisuję w słowniku słowo „poruta”!
    Dobrze się czyta Twoje teksty!

  • Ula z prostoofinansach

    Ciekawe zestawienie. Bynajmniej – zaskoczyło mnie najbardziej 🙂 Dobrze wiedzieć, pytanie tylko, czy gdy będziemy używać prawidłowo tych słów czy wyrażeń to będziemy prawidłowo zrozumieni ?

    • Trafna uwaga, ale to, że ktoś nie zrozumie, to już nie nasza wina 😉

    • Jeśli nie – to świetna okazja, żeby jeszcze kogoś czegoś nauczyć 🙂

  • Kamila Olszewska

    Ciekawy wpis. Myślę, ze takich przykładów moznaby przytoczyć jeszcze bardzo wiele. Częściowo zależy to także od klasy społecznej, choc oczywiście nie zawsze. Czesto z takim złym użyciem slow spotykam sie w kontakcie z osobami biednymi lub tez na wsi. Mysle jednak, ze dla własnego spokoju i zdrowia psychicznego nie warto sie jest tym przejmować i poświęcać zbyt duzo czasu, ponieważ ludzie i tak będą mówić po swojemu i używać tych slow czy wyrażeń jak im sie podoba.

    • U biednych i ze wsi, mówisz?
      A ja właśnie najczęściej się spotykam u dzieci Neostrady, bogatych hipsterów i pań nowobogackich od pługa oderwanych 🙂 Ze statusem materialnym ani miejscem zamieszkania bym tego nie wiązała.

      • Kamila Olszewska

        Ja mówię tu o moim doświadczeniu szczególnie z obszaru zawodowego, który jest związany z pracą z ludźmi biednymi oraz z obszarów wiejskich. Nie chciałabym tym samym powiedzieć, że tylko takie osoby posługują sie źle językiem, ale jest to wśród tej grupy społecznej bardzo powszechne. Według mnie jednak jeśli mam być szczera nie jest to duży problem. Wystarczające jest ograniczenie wulgaryzmów i staranie sie używania poprawnych słów. Chciałabym, żeby Polacy używali poprawnej polszczyzny, ale myślę,że nie jest to kwestia wielkiej wagi. Oczywiście dobrze by było gdyby ludzie mieli większą świadomość, ale ja bardziej cieszyłabym sie gdyby mniej sie pojawiało wulgaryzmów czy mowy nienawiści a ludzie zaczęli pracować nad komunikacją bo uważam, że z tym mamy duży problem w Polsce, a sprawa używania poprawnej polszczyzny jest w stosunku do tego drugorzędna.

        • Osobiście uważam, że ten podział na wieś i miasto, ze względu na cyfryzację, dostępność edukacji itd już się zatarł, być może to, o czym mówisz, dotyczy starszych pokoleń, ale wydaje mi się że młodsze już się bardzo nie różnią 🙂

          Masz rację, że z mową nienawiści mamy problem, ale uważam też, że jedno i drugie idzie w parze. Ludzie lepiej wykształceni mają też mniejszą skłonność do radykalnych osądów – a radykalizm właśnie rodzi nienawiść.

          Ale zeszłyśmy na poważne tematy, a ja tu tylko o kilku błędach! 🙂

  • Recenzje Śnieżynki

    O ‚bynajmniej’ już czytałam- nie znałam różnicy między ‚przynajmniej’, więc wolałam doczytać, by nie używać błędnie 😉 W kwestii zalewania się krwią i napadami furii: ostatnio coraz częściej widzę słowo ‚naprawdę’ pisane: ‚na prawdę’. Ja się pytam czy ortografia się zmieniła od czasów mojej podstawówki czy całe życie byłam w błędzie, że tam jednak spacji się nie stawia? A może to jednak ja się mylę? Zaczynam głupieć…
    Od jakiegoś czasu mam ochotę napisać soczysty tekst na swoim blogu proszący o wywalanie spacji ze środka tego wyrazu 😉
    Świetny wpis! Bardzo podoba mi się wyjaśnianie, skąd się to czy tamto powiedzenie wzięło. Już samo to ułatwia zapamiętanie, a w dodatku można gdzieś przy okazji zabłysnąć w towarzystwie z taką wiedzą 🙂

  • Wieslawa

    Może być „naprawdę” np. Jestem tym naprawdę (szczerze) zbulwersowana. Ale też „na prawdę” np.Nie masz monopolu na prawdę.

  • Mleć, słać, pleć*… Oj, ciężka z nimi sprawa. Mija już dwadzieścia lat, odkąd zaniosłam mojej polonistce (bardzo podówczas sędziwej) słownik języka polskiego, w którym mogła sobie przeczytać hasło „mielić”. Bo nie mogła mi uwierzyć, że naprawdę tam ono jest.
    Przekreśliła je. Ołówkiem, ale przekreśliła.
    To trudne słowa i ich współczesne odpowiedniki już dawno zakorzeniły się w naszym uzusie. Ja bym z nimi nie walczyła.

    Choć muszę przyznać, że przeżyłam szok, kiedy Word podkreślił mi na czerwono słowo „gałęźmi”. Usłyszałam wtedy od znajomych, że to taki archaizm, że powinnam zapomnieć o jego używaniu. A ja tak swobodnie, na co dzień… „Gałęziami” mi nie brzmi, ciężkie takie.

    Inny szok przeżyłam na polonistyce, kiedy doktor od ćwiczeń z kultury języka polskiego chciała się ze mną założyć, że przez tydzień NIE usłyszę nikogo, kto użyłby czasu zaprzeszłego. W moim otoczeniu się używało. I nadal się używa, choć otoczenie składa się z innych osób niż te dziesięć lat temu 😀

    * Słać łóżko, pleć ogródek (z chwastów).

    • To prawda, że język ewoluuje, ale nie mogę, no nie mogę! 🙂

      • Oj, doskonale Cię rozumiem. Dalej nie akceptuję tego, że „tą książkę” staje się normą.

  • Dobrze, że się nie założyłam 😀 😀 😀

    O Porucie słyszę pierwszy raz, reszty błędów nie popełniam – świadomie! Są plusy posiadania taty-redaktora… Poza oczywistymi minusami jak nieustanne uwagi przez całe dzieciństwo 😉
    Jeśli chodzi o błędy, mnie irytują niemożebnie „ubrałam sukienkę/buty… nie daj Boże swetr” oraz „półtorej kilometra/litra” wrrrrr….

  • Iwona Gogulska

    Niestety trochę jest tak, że coraz mniej rozmawiamy i tym samym używamy poprawnej polszczyzny. A nasze konwersacje często spłaszczają się do skrótów myślowych, stąd też może częste błędy. Sama niestety łapię się coraz częściej na tym, że zastanawiam się jak coś napisać czy powiedzieć. To też pewnie efekt braku czasu i tego, że mało jako społeczeństwo czytamy.

  • „Nie stosuj takiego słowa, póki nie nauczysz się tego robić poprawnie.” – odrobinę trudne do zrobienia, jeśli jesteśmy przekonani o prawidłowym używaniu :D. Ja byłam święcie przekonana, że jest „boruta” i że pochodzi od tego diabła, który być może urządzał awantury (? ;)). Do głowy by mi nie przyszło sprawdzać poprawność tego słowa :). Nie dziwił mnie fakt, że z imienia zrobiono zwykły rzeczownik, bo język ewoluuje i myślałam, że tak było w tym wypadku :).

    • Też kiedyś tak myślałam, ale parę lat temu Babcia mnie nauczyła 🙂 Jeśli jesteśmy przekonani to rzeczywiście trudno, ale w praktyce to chyba po prostu nad tym nie myślimy zbyt wiele 🙂

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Takich pułapek można znaleźć jeszcze kilka. Musi to boleć polonistę czy pasjonata językowego, zwłaszcza wtedy, gdy czytasz fajnego bloga, a tu „byk na byku”. Sama nie jestem od nich wolna 😛 Dlatego warto zawsze sprawdzać i rozwijać się nieustannie. Bynajmniej nie zaszkodzi – haha – żart 😛

    • A kto jest wolny… 🙂 Ale racja, że na blogach to razi szczególnie. O ile pojedyncze pomyłki to coś naturalnego (w końcu piszemy ludzkie blogi, a nie poradniki naukowe), o tyle byk na byku czasem poważnie utrudnia czytanie tekstu.

  • Niektóre błędy są mocno rażące, z niektórymi w ogóle się nie spotkałam. Wiele jest jeszcze innych wyrażeń lub niepoprawnych form, które krążą w codziennym języku i przez większość uznawane są pewnie za poprawne 😉

  • Kasia Troszok

    ciekawe 🙂 na co dzień nie zastanawia się nad takimi rzeczami, więc fajne przypomnienie 🙂

  • Ciekawa sprawa z tym naszym językiem ojczystym. Najbardziej zaskakujące jest to, że jest on ciągle żywy i ewoluuje, więc być może wkrótce przeczytamy w kolejnej edycji sjp, że słowo bynajmniej oznacza tyle co przynajmniej 🙂 Wydaje się to abstrakcyjne, ale zawsze denerwowało mnie używanie słowa onegdaj ( oznaczającego przedwczoraj) w znaczeniu kiedyś, dawno (ongiś). Dziś patrzę a w sjp napisane jest, że znaczenie „przedwczoraj” jest przestarzałe, a dziś słowo używane jest, a co za tym idzie oznacza tyle co ongiś. I tak z błędnego używania słowa powstało jego nowe znaczenie.

    • Mam nadzieję, że do tego stopnia ,,bynajmniej” w błędnym znaczeniu się jeszcze nie wdrożyło i raczej nie wdroży (oby!).

  • Iwona Kosińska

    Matko moja…”borutę” u mnie w liceum siali wszyscy a byliśmy w klasie humanistycznej:D
    Z „bynajmniej” zgadzam się w 100%. Najczęściej słyszę je właśnie wypowiadane przez kogoś kto bardzo chciałby się znać. Znać się na tym o czym mówi i o tym jak mówi;)
    Świetny wpis!

  • La Blonde Vita

    Codziennie słyszę „bynajmniej” i codziennie przewracam oczami :/

  • Bardzo ciekawy i rzeczowy post. Pouczający! Ja też jestem oszołomem polonistycznym. Nie mogę znieść, gdy widzę lub słyszę poważny błąd językowy. Niestety codziennie mam z nimi styczność. Dlatego od czasu do czasu również potrafię strzelić gafę. Najczęściej wyłapuję ją po krótkiej chwili i sama się poprawiam 🙂

    • Jak widać w komentarzach, ja nawet tutaj nie uniknęłam jednej, więc staram się nie być zbyt cięta 😉