Studium tłoku w londyńskim metrze

Studium tłoku w londyńskim metrze

Jak przetrwać niemożliwe?

Jeśli w Londynie można uprawiać jakieś sporty ekstremalne, to zdecydowanie podróże metrem są najbardziej niebezpiecznym z nich. Komunikacja miejska to szkoła przetrwania. Żeby poruszać się po mieście po prostu TRZEBA używać pociągów – no chyba, że masz wolne 10 godzin, które chciałbyś spędzić w korku. Dlatego można powiedzieć, że wszyscy żyjemy tu trochę na krawędzi. Niech cię bowiem nie zwiedzie złudzenie, że skoro ludzie potrafią ustawić się w kolejce do autobusu, to czyni ich to jakkolwiek mniej agresywnymi. O nie, oni po prostu są inni.

Tak, jak kobra jest inna od wściekłego psa.

komunikacja miejska w londynie

Zdecydowanie najzabawniejszym czasem w metrze są godziny szczytu. Choć można podejrzewać, że nazwa „szczyt” pochodzi od godzin szczytu – to nie jest to zgodne z prawdą. Godziny szczytu to po prostu moment, w którym większość podróżnych zbliża się do szczytu wytrzymałości. Potoczna nazwa: szczyt wkurwienia.

A zaczyna się już rano.

Ludzie docierają na stację w trzech falach. W zależności od geograficznego oddalenia od centrum miasta, na poszczególnych stacjach fale występują w zróżnicowanych ramach czasowych, między godziną 7:30 a 9:00.

Na mojej stacji pierwsza fala nadchodzi miedzy 8:15 a 8:30. Jeszcze jest prawie pusto – atmosfera przypomina cmentarz we Wszystkich Świętych. Czyli niby ruch, ale wszyscy skupieni na sobie. Wydaje się, że będzie stosunkowo łatwo, bo większość pojawiła się na stacji z jasno sprecyzowanym celem: Przebić się przez miasto jeszcze zanim reszta tych idiotów wstanie z łóżek. Niestety – chytry plan dzielony z tak dużą grupą innych chytrusów okazuje się bezużyteczny, co niekorzystnie wpływa na morale niewyspanych ludzi.

komunikacja miejska w londynie


Zobacz też: Życie w Londynie NAPRAWDĘ – badanie mieszkańców


Między 8:30 a 8:45 – czyli około pół miliona podróżnych później – zaczyna się szczyt szczytu. W tym czasie rozgrywają się prawdziwie dantejskie sceny: bitwy, krew i latające kłaki. Wybuchają zupełnie znienacka, bo aż do ostatecznej iskry zapalnej wszyscy sprawiają wrażenie perfekcyjnie opanowanych i stabilnych emocjonalnie ludzi. Dopóki ktoś ich PANIE NIE CIĄGNIJ MI TU ZA KRAWĘDŹ PŁASZCZA, DO KURWY NĘDZY WSZYSCY CHCEMY DOJECHAĆ.

Drzwi od metra działają na zasadzie suwaka od napchanej kosmetyczki: przy otwieraniu i zamykaniu zawsze coś wciągną i nie za bardzo da się to wyjąć. Całe szczęście, jeśli są to włosy albo część garderoby czy torba – cokolwiek, w czym nie ma czucia i można to dowlec za drzwiami do następnej stacji. Gorzej jeśli:

komunikacja miejska w londynie

 

W sytuacji takiego zatłoczenia do pociągu wsiadamy stosując specjalny system. Osoby najbliżej krawędzi platformy zajmują pozycję, w której po zatrzymaniu pociągu prawdopodobnie będzie się znajdować wejście do wagonu. Stoją tak, ryzykując zmiażdżenie przez nadjeżdżające metro, a po otwarciu drzwi wciskają się do zatłoczonego pociągu na siłę. Z kolei te osoby, które nieszczęśliwie zostały na platformie i zajmą ich miejsce w następnej turze, pomagają tym w pociągu – dopychając pozostałe na zewnątrz części garderoby, bagażu i ciała. Może dochodzić do złamań kończyn, ale nie jest to tak ważne, jak zajęcie miejsca w pociągu. NARESZCIE.

komunikacja miejska w londynie


8:45-9:00

Stacja wypełnia się po połowie ludźmi spóźnionymi na 9:00 do pracy oraz tymi, którzy mają wolne i akurat jadą na targ śniadaniowy.

Pierwsi – na granicy furii igrającej z paniką – próbują przebić się obok drugich i szybciej dobiec do pociągu. Drudzy całym swoim jestestwem prezentują, że to TEN DZIEŃ. Że dzisiaj maja wolne: nigdzie się nie spieszę, gardzę wręcz pośpiechem, powstrzymuję swoje przystosowane ewolucyjnie do pośpiechu nogi i kroczę tak wolno, jak umiem. Umiejętnie prezentuję imbecylom jadącym do biura, jak bardzo wyluzowany i korzystający z życia jestem. Ale też nie wlokę się, o nie! Jeden dzień wolnego na kwartał należy zagospodarować rozsądnie przy czym pomaga szczypta londyńskiej nerwicy. Kroczę wolno – ale szybko; szybko, ale wolno, zajmuję całą alejkę, w końcu


Zobacz też: Komunikacja miejska w Londynie


Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w dniach, w których metro akurat rano się zepsuje – czyli około 2-3 razy tygodniowo. Zazwyczaj z jakiegoś skrajnie nieprzewidywalnego powodu, typu deszcz w Londynie albo nieszczęsny podróżny wpadający na tory. (Trzeba wspomnieć, że jeśli wpadniesz na szyny pod napięciem, to bardziej od szoku elektrycznego boli nienawiść kilkumilionowej populacji, która pała do ciebie żywszą niechęcią niż do piwa po 8 funtów za pintę, bo żeś wziął i zatrzymał pociągi w całym Londynie).

Jeśli więc metro rano się spóźni, to sytuacja przeradza się w prawdziwy, pełnowymiarowy kataklizm trwający do południa. Stacje wypełniają się ludźmi nerwowo odświeżającymi Twittera, fukającymi jak zeźlony dzik i krzyczącymi do telefonu albo w przestrzeń:

– Toż to cyrk! Niesamowite!

W takich dniach docierasz na miejsce przeznaczenia spóźniony o 3 godziny, w podartych ciuchach, wytarganych włosach i ze skrajnym rozstrojem emocjonalnym. A to wszystko w cenie 150 funtów za bilet miesięczny.

komunikacja miejska w londynie

Na szczęście czasem masz okazję podróżować metrem poza godzinami szczytu. Nikt nie wie, kiedy to dokładnie jest – ale podobno się zdarza. Nie daj jednak zamydlić sobie oczu: w tych momentach również musisz być wyszkolony jak komandos.

Poza godzinami dojazdu do pracy – w których objętość masy tkanek ludzkich jest zawsze równa lub większa od objętości wagonu – pociągi bywają różnie zapchane. Można powiedzieć, że stopień zatłoczenia wagonu klasyfikuje się według skali.

Pierwsze stadium to pociąg-widmo. Spotykany równie często – jak widmo. Legendy o jego istnieniu są przekazywane z pokolenia na pokolenie, jednak naukowcy do dziś nie potwierdzili jego istnienia. Jest w nim tak pusto, że zmieniasz skarpety bez skrępowania.

Stadium drugie – pusto, ale nie za bardzo. Wiele miejsc siedzących, możesz wybrać swoje, czujesz wibrujące porozumienie z sąsiadami, bo z jakiegoś powodu wszyscy jedziecie w miejsce, gdzie nikt nie jedzie, w czasie, kiedy nikt nie jedzie. Zdarza się w kierunku od centrum rano i do centrum wieczorem – czyli wyłącznie odwrotnie do przepływu ludzi.

komunikacja miejska w londynie

Etap trzeci – Średnio. Zero szans na miejsce siedzące, ale można stać bez wchodzenia na etap intymny z sąsiadem. Już patrzy się wrogo na matki z wózkami, ale jeszcze się ich z premedytacją nie wypycha z pociągu.

Prawie najgorzej – pełno. Znasz ciało kolegi obok lepiej niż któregokolwiek poprzedniego partnera seksualnego. Oraz markę jego kleju do protez.

Etap finalny – konserwa. Rozszarpią cię na strzępy za to, że zostawiłeś 3 centymetry odległości między tyłem swojej głowy a nosem sąsiada. Miejsca ustępuje się wyłącznie kobietom w zaawansowanej ciąży, które właśnie weszły w ostatnią fazę porodu.

Niesymetryczny tłok – w jednym wagonie konserwa, w drugim widmo. Wsiadanie do widma oznacza, że następne 90 sekund między stacjami spędzisz powstrzymując odruch wymiotny albo coś urwie ci głowę. Ludzie w metrze nie lękają się byle czego, więc jeśli wszyscy zdecydowali się jednak na inny wagon, to w tym jednym musi czyhać coś naprawdę okropnego. Byle wymiociny czy zmarły bezdomny nie byłyby aż takim problemem, żeby nie skorzystać z tylu wolnych miejsc siedzących.

A co do zajmowania miejsc siedzących…

metro w londynie 4

Niezależnie od stadium zatłoczenia wagonu, do zwalnianego właśnie miejsca siedzącego należy mieć odpowiednie podejście. Nie wolno rzucać się na fotel, to nie wypada. Trzeba raczej przyjąć obojętne oblicze w stylu Chucka Norrisa pod kryptonimem Stanie w ścisku przez 90 minut w ogóle mnie nie rusza. Potem zająć względem podróżnego wstającego z siedzenia pozycję mówiącą: PRZEPRASZAM, ŻE TAK NACISKAM, ALE NIE MA MIEJSCA. W trakcie całej sekwencji jego ruchu wstawania z fotela -utrzymywać swoje ciało w możliwie najściślejszej pozycji. Obracać się – niby przepuszczając wysiadającego – ku pozycji dupą do stołka, a potem znienacka (lecz powoli) kątem oka wciąż obserwując konkurencję, wysunąć zadek do przysiadu i klapnąć na fotel. W trakcie całej operacji należy koniecznie utrzymywać entourage w stylu Jak bardzo nie chcę tu siadać, ale skoro nikt… i jeszcze najlepiej udawać zaskoczonego, że jakimś cudem właśnie znalazłeś się tyłkiem w stronę wolnego fotela.

Po zajęciu miejsca nie należy podnosić wzroku, bo jeszcze nie daj Boże zauważy się kobietę w ciąży, której należałoby ustąpić miejsca.

A wiadomo, że co się raz zobaczyło, to już się nie odzobaczy. Twardo patrząc w podłogę eliminujesz ryzyko utraty siedzenia do zera.


Jeśli jeździsz metrem, to na pewno dobrze już o tym wiesz: w tym sporcie liczy się wytrzymałość fizyczna, ale przede wszystkim – emocjonalna. Jeśli masz inne rady, jak przetrwać w metrze – podziel się nimi w komentarzu.


A jeśli przetrwałeś podróż i jakimś cudem wróciłeś na powierzchnię – polub FP.