Sylwestrowe rozważania

Sylwestrowe rozważania

Uwaga! Ten tekst jest o niczym

Opisywałam wam w grudniu, w jaki sposób przeprowadzam swoje roczne planowanie. A dziś będzie trochę osobiście, a trochę na zasłużonym rauszu – bo kilka dni później wzięłam się za tworzenie planu. I wytrącił mnie z równowagi.

Jeszcze bardziej, niż może cię wytrącić sylwestrowy wieczór i kolejny rok.

Zaczęłam układać sobie wszystko, wykreśliłam większość planów tak, żeby zachować te najważniejsze i – chociaż uwielbiam planować – nagle ogarnęła mnie taka straszna niemoc.

Tym bardziej, że okazało się, że wśród moich celi nie znajduje się prawie nic osobistego. Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia w związku z pracą i blogiem, z rozwojem mnie jako profesjonalisty, z umiejętnościami zawodowymi. Tymczasem w sferze osobistej – nic. Nie wiem, czy ja przestałam być człowiekiem? Poczułam się jak wyrobnik. A przecież moja branża jest, jak by na to nie spojrzeć, branżą kreatywną!

Mam takie poczucie, jakby ktoś walnął mnie obuchem w głowę. W tej sekundzie moja motywacja spadła do zera.

Nie zrozumcie mnie źle – lubię swoją pracę, lubię pracować nad tym niedorozwiniętym blogiem. Tylko, że chyba mimo wszelkich starań, jakoś zgubiłam równowagę i balans w życiu. Więc muszę teraz przeprowadzić proces uzdrawiania. (Swoją drogą – polecam wam z tego miejsca Insight Michała Pasterskiego, bardzo mądra książka – choć miejscami bolesna).

I teraz nie wiem, czy mam się cieszyć na ten Nowy Rok, czy być przerażona.

Zmierzam jednak do czegoś innego. Mam nadzieję, że wszystko poszło zgodnie z planem i kiedy to czytacie, jestem już w Luksemburgu. Chciałam więc zostawić dla was trochę życzeń na dzisiaj, jutro i cały 2017.

Życzę Wam przede wszystkim zadowolenia z siebie!
Siły i motywacji do tego, żebyście realizowali to, co macie na celu.
Ale tylko w zdrowych granicach.

Życzę Wam też, żeby ten rok był lepszy, niż 2016 (co chyba nie będzie trudne, bo jak wiadomo 16 miał na sobie jakąś klątwę).

Bawcie się dobrze!