Terminator w basenie

Terminator w basenie

czyli krótka historia zdziwionych ambicji

Otwieram drzwi pływalni przy siłowni i rozglądam się wzrokiem Terminatora. Wszystkie tory zajęte, ostatnim pływa babcia – na oko 70 lat. Mówię sobie: ok, będę na nią uważać, krzywdy jej nie zrobię.

Wchodzę do basenu w momencie, kiedy ona dopływa do końca toru. Płynę. Jestem prawie przy połowie i wtedy widzę, że babcia zawróciła i pruje na mnie jak przecinak. Przez chwilę czuję strach. Kiedy babcia mnie omija, trochę mną obija o brzeg basenu. Dopływam do końca akurat, żeby zobaczyć jak zawraca. Pod wodą. Ten sam scenariusz powtarza się kilkukrotnie.

Po kilku razach zaczynam opadać z sił, ale babcia dalej pływa profesjonalnym kraulem. Mam też wrażenie, że zdobywa coraz większą przewagę – kiedy zawracam ostatni raz, ona już jest w połowie basenu. Zastanawiam się, ile długości mogła już przepłynąć zanim przyszłam. Zaczynam się wstydzić swojego żółwiego tempa i staram się jak najbardziej usuwać jej z drogi. Jestem już obtłuczona ze wszystkich stron, bo fale wywoływane machnięciami jej ramion prawie wyrzucają mnie z basenu. Raz się o mało nie utopiłam.


Kilka minut później z bólem dopływam do brzegu, ledwo oddycham. Babcia na drugim końcu basenu właśnie wykonuje podwodny obrót i znowu płynie w moją stronę. Wciskam się w róg – pozornie żeby uniknąć potrącenia.

Faktycznie dlatego, że teraz to ona jest tu osobnikiem alfa.

Dopływa do mnie, zatrzymuje się i patrzy z zaciekawieniem, a potem odpycha się od brzegu i przepływa pod powierzchnią wody 5 torów w poprzek, do wyjściowej drabinki.

Sąsiednim torem powoli porusza się 60-letni pływak w wodoodpornych słuchawkach. On pewnie też już tu był, kiedy przyszłam.


Zobacz też: Jak znokautować 10-latka