Oczyszczanie Facebooka nie ma sensu

Oczyszczanie Facebooka nie ma sensu

Oczyszczanie Facebooka jest ostatnio bardzo modnym trendem. Wiele osób poleca regularne oczyszczanie swojego profilu z nieinteresujących treści, zbyt długich list (nie)znajomych, usuwanie śledzonych stron oraz grup i wyłączanie obserwowania większości zdarzeń, które są mało znaczące. Chodzi tu przede wszystkim o pozbywanie się tzw. wirtualnych śmieci: postów od stron, które już nas za bardzo nie interesują, zdjęć dzieci sąsiadek i powiadomień o zaręczynach kumpelek z dzieciństwa.

Kiedyś też to robiłam. Regularnie usuwałam zapomniane już twarze, blokowałam posty o rewelacjach z życia dalszych znajomych, opuszczałam grupy. Robiłam to dla jakiegoś poczucia wirtualnego porządku, w ramach trendu na nieustającą produktywność; żeby nie marnować swojego czasu na treści, które nic nie wnoszą do mojego życia – jak fotki nowego jamnika koleżanki z II klasy. Za każdym razem robiłam to bardziej ekstremalnie – aż do etapu, w którym odlajkowałam albo przestałam obserwować prawie wszystkie fanpage, poukrywałam posty znajomych – oprócz kilku najbliższych, wyłączyłam IG i nie oglądałam relacji. I z perspektywy tego doświadczenia muszę powiedzieć:

TO NIE MA ZBYT WIELKIEGO SENSU


Zacznijmy od sedna – po co tak naprawdę miałbyś to robić? Żeby zaoszczędzić czas, poświęcać Facebookowi mniej uwagi, czytać tylko interesujące treści. Żeby stworzyć sobie na Facebooku jak najbardziej przyjazne, produktywne środowisko – służące rozwojowi, a nie traceniu czasu. Jak to pięknie brzmi. W praktyce jednak…

oczyszczanie facebooka uzaleznienie od facebooka (3)

Przestań się oszukiwać, że Facebook kiedykolwiek będzie dla ciebie produktywnym sposobem spędzania wolnego czasu.

O ile nie wykorzystujesz tej platformy jako miejsca promocji biznesowej, to nie łudź się, że robisz tam cokolwiek efektywnego. Nie będziesz spędzał mniej czasu z nosem w telefonie. Dzięki wyczyszczeniu feedu nie sprawisz też, że zaczniesz zdrowiej używać FB – tak jak picie koniaku zamiast denaturatu nie czyni alkoholika świetnie funkcjonującym członkiem społeczności.

Jakkolwiek byś się nie starał i czegokolwiek byś nie robił – Facebook nie przestanie dostarczać ci niechcianych treści. Z jednej, banalnie prostej przyczyny – bo do tego jest stworzony. Facebook sprzedaje powierzchnię reklamową, o czym boleśnie sobie przypomniałam, kiedy szczegółowo i starannie oczyściłam swoją tablicę tylko po to, by na drugi dzień zobaczyć ją… w 80% wypełnioną reklamami i postami sponsorowanymi.

oczyszczanie facebooka uzaleznienie od facebooka (6)

Algorytm Facebooka nie działa tak, że w miejsce usuniętych śmieci nagle pojawią się treści, które uwielbiasz. Tym bardziej, że feed zmienia się niezwykle dynamicznie i wystarczy, że jutro dołączysz do byle jakiej grupy czy nieopatrznie klikniesz w reklamę, a metodycznie zaprowadzony porządek legnie w gruzach. Czy sprzątanie Facebooka ma na celu stworzenie sobie dodatkowego obowiązku do regularnego przeglądania? No nie sądzę…

Nie będzie też tak, że po wysprzątaniu swojej tablicy nagle zaczniesz spędzać mniej czasu przewijając feeda. Po pierwsze – jeśli usuniesz 50% obserwowanych źródeł, to lista treści wyświetlanych na tablicy nie skróci się proporcjonalnie o połowę. Jak już pewnie zauważyłeś – lista nowości na Facebooku nie ma końca. Można ją przewijać, i przewijać… I przewijać… To się nie zmieni.


Przeciętny człowiek sprawdza swój telefon 100 razy dziennie.

Czy naprawdę sądzisz, że decyzja o zerknięciu na FB sześćdziesiąty czwarty raz w ciągu doby ma jakikolwiek związek z tym, co wyświetla się na Facebooku? Czy uważasz, że po oczyszczeniu tablicy zatrzymasz palec w pół drogi nad ikonką FB i pomyślisz: O nie, przecież wyczyściłam tablicę, nie ma tam już nic, na co mogłabym stracić czas?

Sięgając kolejny raz po telefon, robisz to na tyle automatycznie i nieświadomie, że zawartość tablicy naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Robisz to nałogowo – więc jeśli masz problem z ilością czasu spędzanego w social mediach, to utrudnij sobie dostęp do smartfona, a nie modyfikuj treści, których on ci dostarcza.

I przestań oszukiwać się, że będzie ci w życiu lepiej, bo 110 razy dziennie zobaczysz w telefonie twarz Einsteina, a nie noworodka siostry sąsiadki.

Kiedy już zrozumiesz, że Facebook nie jest narzędziem, które ma prowadzić do jakiejkolwiek produktywności, może docenisz inną jego funkcję. Zaspokajanie potrzeby, której – zupełnie niepotrzebnie – wszyscy próbujemy się wyprzeć.

oczyszczanie facebooka uzaleznienie od facebooka (6)

Potrzeby plotkowania.


Może być tak, że sama – mieszkając tysiąc kilometrów od domu rodzinnego – zauważam to wyraźniej. Myślę jednak, że wszyscy w dorosłym życiu trochę dryfujemy z prądem pracy i obowiązków rodzinnych, oddalając się coraz bardziej od tego, co nas kiedyś kształtowało. Bo nie da się przecież zaprzeczyć, że w młodości stworzyli nas nie rodzice i nie nauczyciele, tylko koledzy z klasy, grupa spod trzepaka, bójki i opery mydlane rozgrywające się na osiedlu.

Im jesteśmy starsi, tym mniejsze znaczenie w naszym życiu ma tzw. grupa rówieśnicza, a plotki i skandale – które kiedyś pochłaniały naszą uwagę – wydają się zupełnie nieistotne w obliczu półrocznego wyrównania za wodę. Sęk w tym, że – czy tego chcemy czy nie –

Jesteśmy urodzonymi plotkarzami.

I wcale nie musi to mieć negatywnych konotacji. Jak wynika z badań, 70 procent naszych rozmów jest w jakimś stopniu plotkowaniem, a rozmowy o innych ludziach mają nie tylko funkcję informacyjną, ale też służą budowaniu więzi i podtrzymują nasze poczucie przynależności. I nie chodzi tu o obrzydliwe obsmarowywanie znajomych (tego absolutnie nie pochwalam!), ale o świadomość, co zmienia się w życiu innych.

No bo niby tak; wydaje się, że zaręczyny koleżanki z podstawówki albo zdjęcie trzeciego dziecka sąsiadki babci – mówiąc wprost – g… wnoszą do naszego życia. Ale kiedy po kilku miesiącach od wyczyszczenia Facebooka zorientowałam się, że przestałam w ogóle pamiętać o istnieniu niektórych ludzi… Poczułam, że coś straciłam.

Nagle przestałam wiedzieć nawet trzy po trzy, co się dzieje w mieście, z którego pochodzę. Przestałam otrzymywać informacje o przełomach w życiu ludzi, których kiedyś znałam, nawet tylko z widzenia. Przestałam wiedzieć, co zajmuje moich dawnych znajomych, jak im się wiedzie, czym się cieszą i czym oburzają. Nagle przestałam rozumieć, o czym rozmawiają koleżanki z dzieciństwa.


oczyszczanie facebooka uzaleznienie od facebooka (6)

Można hejtować internetowy ekshibicjonizm, można gardzić selficzkami na FB i nie oglądać Instastories, ale… Ja doszłam do wniosku, że jednak coś mi to daje. No bo ostatecznie to przecież bardzo ludzkie interesować się życiem innych – zwłaszcza w czasach, gdy wszyscy intensywnie śledzimy śniadania Anny Lewandowskiej i podpatrujemy, gdzie Kuba Wojewódzki pojechał na wakacje. Czy to nie jest jeszcze bardziej dziwne, niż obserwowanie ludzi, których choć raz w życiu spotkaliśmy?

Nasze prababcie siedziały na ławeczce przy płocie – my mamy  Facebooka. Pozbawienie się tego sprawiło, że poczułam się na kursie praca – dom – obowiązki już zupełnie jak robot.

oczyszczanie facebooka uzaleznienie od facebooka (6)

Jeśli jesteś kosmetyczką z Radomia, a ciągle widzisz na Facebooku reklamy ekwipunku górniczego i posty obcych ludzi z Bangkoku – to może rzeczywiście warto przejrzeć fanpage, które kiedyś polubiłaś.

O ile jednak zawartość tablicy nie odbiega daleko poza posty starych znajomych i informacje z gminy i powiatu – to naprawdę, oczyszczanie Facebooka nie ma najmniejszego sensu. Spędzenie kilku godzin na segregowaniu setek polubionych stron nie wpłynie na jakość twojego życia w zupełnie ŻADEN sposób.

Lepiej naucz się odkładać telefon i robić coś innego, zamiast przeglądać te same posty po 10 razy.

A jeśli aż tak bardzo denerwuje cię internetowy ekshibicjonizm, że aż reagujesz furią na kolejne zdjęcia noworodka Kaśki z 3C – to może zastanów się, czy nie warto przemyśleć zamknięcia się w piwnicy bez dostępu do internetu.


Nie czyść Facebooka, dodaj mojego.