Związek z obcokrajowcem – będzie różowo?

Związek z obcokrajowcem – będzie różowo?

Powiew nowości to tylko na początku. Potem już tylko pod górę.

Oczywiście, że dramatyzuję. W końcu gdyby związek z obcokrajowcem to była aż taka orka na ugorze, nikt by się nie zabrał za układanie sobie życia z kimś, kto nie mówi tym samym językiem. Świat się zmniejsza, granice rozluźniają, a Polacy coraz częściej biorą śluby z nie-Polakami i chyba nikogo to już nie dziwi, ani nie oburza.

Kiedy kończy się wakacyjny romans, a zaczyna coś poważniejszego – pojawiają się elementy, które nie występują w związku z rodakiem. Niezależnie od tego, czy twój wybranek pochodzi zza miedzy czy przyjechał z egzotycznego kraju – zawsze po bryzie nowości pojawią się problemy, o których wcześniej nie pomyślałeś.

Odkryjmy więc, jakie kulisy kryje związek z obcokrajowcem.

***

Zacznijmy od sprawy kluczowej. Ani wady, ani zalety, które wymienię w tym artykule nie mają kluczowego znaczenia – tak długo, jak tworzycie udany związek. Wbrew przekonaniom niektórych ludzi, to możliwe. Sama kiedyś myślałam, że prawdziwą, bliską relację – czy to przyjaźń, czy też miłość – można stworzyć tylko tam, gdzie jest swoboda w wyrażaniu emocji – a ją zapewnia tylko język ojczysty. Myliłam się. Język jest ważny, ale nie najważniejszy.


Zobacz też: Londyn – poradnik pseudoturysty


Nie interesują mnie też czcze dyskusje na temat: czy muzułmańscy mężczyźni wykorzystują Europejki; czy Ukrainki lecą tylko na kasę; czy Twój ukochany porwie cię na wielbłądzie albo ukradnie dzieci do Norwegii. Generalizacja jest zła. Wśród obywateli każdego kraju są ludzie różnego rodzaju – i to nie jest hipoteza. Jeśli chcesz dyskutować słuszność tego poglądu – zrób to! Na pewno mama/sąsiad/ktokolwiek poświęci ci uwagę, której potrzebujesz.

***

Najgorsze aspekty związku z obcokrajowcem

love

Niezręczność towarzyska

Okres, w którym każdą minutę wypełniacie patrzeniem sobie w oczka ma jedną, bardzo ważną cechę – mija bezpowrotnie. Człowiek jest stworzeniem stadnym, więc musi przebywać z ludźmi. Siłą rzeczy oboje macie znajomych, z którymi chcecie spędzać czas. W normalnym związku (mniej lub bardziej) stajesz się częścią grupy, do której należy partner. W dwujęzycznym – to bardziej skomplikowane.

Ludzie najchętniej mówią swoim rodzimym językiem, szczególnie tam, gdzie przyszli dla relaksu. Zagraniczny wybranek przyjaciela po kilku spotkaniach przestaje być atrakcją towarzyską i – szczególnie w większych grupach – trudno wymagać, aby pozostawał w centrum uwagi. Nie możesz liczyć na to, że wszyscy skoncentrują się na was i dla waszej wygody wszyscy będą mówić po angielsku. Przestajesz więc rozumieć, o czym się mówi. Albo jesteś w krzyżowym ogniu i nie wiesz, czy tłumaczyć wszystko partnerowi, czy rozmawiać ze znajomymi. Nie ma siły, żeby było łatwo.

Ułatwioną sytuację mają ci, którzy wiążą się z osobą, której język jest im znany. W innym przypadku pozostaje się go nauczyć albo przez cały wieczór kiwać głową z uśmiechem i pustką w oczach. Albo nie wychodzić razem między ludzi.

Marnowanie urlopów

W związku dwujęzycznym zawsze przynajmniej jeden z partnerów żyje permanentnie z daleka od rodziny. Jeszcze gorzej, jeśli oboje mieszkacie poza krajem pochodzenia. Kiedy wybranie się do mamy w odwiedziny wymaga dalszej podróży, a urlopu w skali roku nie przybywa, sytuacja robi się skomplikowana.

Powiedzmy, że na horyzoncie pojawia się kilka wolnych dni. Jakie masz opcje? A) Zobaczyć się z dawno porzuconą rodziną. B) Jechać jako towarzysz podróży partnera do jego rodziny. C) Wyruszyć w dwie strony świata – osobno. D) Jechać na wspólny (prawdziwy*) urlop i liczyć, że odłożysz ten dylemat do następnego wolnego.

W momencie, kiedy każde kilkudniowe wakacje są wymodlone (wiadomo – dorosłe życie), taki dylemat pojawia się zawsze. Musisz rezygnować z rzeczy, z których inni rezygnować nie muszą. Wypad do babci na obiad? To na wieki pozostanie tylko w strefie marzeń przynajmniej jednego z partnerów.

Prawdziwy urlop

Urlop, w trakcie którego jedziesz do rodziny – jak wie każdy emigrant – nie jest urlopem. Ilość zobowiązań (odwiedzić babcię, iść do dentysty, zrobić zakupy, spotkać się z 15 znajomymi w 3 dni) rośnie do tego stopnia, że pod koniec wolnego marzysz tylko o tym, żeby wrócić do roboty i wreszcie odpocząć.

Bycie członkiem rodziny

A skoro już o odwiedzaniu rodziny mowa, to jest podobnie, jak z grupą przyjaciół (a może i gorzej). Nie każdy rodzic zna angielski. Poznawanie ludzi przez taką barierę dla osób ze starszego pokolenia bywa trudne. Poza tym – albo ty mieszkasz z dala od rodziny, albo twój partner – co skutkuje rzadszym kontaktem i ograniczoną możliwością zacieśniania więzów. Raczej nie licz, że twój chłop zostanie jednym ze szwagrów / że będziesz dla teściowej jak córka. W przyszłości te trudności poskutkują też pewnie mniejszym udziałem dziadków (jednych, drugich lub obu par) w wychowywaniu waszych dzieci.

Nie dla każdego rodzina ma tak duże znaczenie, aby to było problemem. Ale dla osób, które są bardziej związane emocjonalnie albo mają rodzinę, która intensywnie się integruje – może sprawiać przykrość.

milosc cudziemiec

Stereotypy

Wiecie, o co chodzi. Ludzie coraz rzadziej dają się ponieść stereotypowemu myśleniu – czy to ze względu na rzeczywiste przekonania, czy też przez tzw. poprawność – ale to ciągle się zdarza. No ja osobiście nie mogłam trafić na lepszy grunt – wiążąc się z Rumunem. No bo kto to Rumun? Ten brązowy, co gra na harmonii i zbiera grosze do kapelusza, a potem wyciąga ci portfel z kieszeni.

Zapanowała moda na podróże po Europie, Polacy też częściej mają doświadczenia emigracyjne. Dzięki temu coraz więcej z nas wie, że Rumun nie ma wiele wspólnego z Cyganem (rzadziej zdarza się tzw. kur… dlaczego on jest biały?), ale i tak czasem przeczytam coś, co mnie rozbawi. Mój osobisty faworyt – nie wiem, czy wiecie, ale ,,w rumuńskiej rodzinie pracujący mężczyzna przynosi hańbę i jest czarną owcą, bo praca to wstyd”! Niestety, my zhańbiliśmy się na dobre i już żadna z nas przykładna, cygańska rodzina 🙂

Powtarzanie tych rewelacji w domu sprawia mi sporo radochy, chociaż stosunkowo rzadko się trafiają (Czemu w Rumunii nie ma łabędzi? Bo rumuńskie dzieci szybciej płyną do chleba). Jestem jednak pewna, że innym mogą sprawić sporą przykrość – zwłaszcza ludziom, którzy zdecydowali się na związek z osobą z zupełnie innego kręgu kulturowego, bo dla tych rodacy potrafią być szczególnie okrutni.

Ciągłe pozostawanie pod presją ,,zobaczysz, ukradnie ci dzieci i wtrąci do lochu” albo ,,załatwi obywatelstwo i zniknie” musi wymagać nadludzkiej siły psychicznej.

P.S. Zapomniałam jeszcze o jednym, bardzo interesującym zjawisku socjologicznym. Istnieje pewna grupa polskich mężczyzn (Nie wiem czemu, ale pokazują się tylko w internecie. Może na żywo się wstydzą?), którą nazwiemy sobie roboczo Obrońca Polskiego Łona. Taki obrońca lubuje się w propagowaniu tezy, jakoby polskie kobiety wiążące się z obcokrajowcami – szczególnie tymi z krajów Bliskiego Wschodu – były zdrajczyniami ojczyzny. Muszę przyznać, fantazję to oni mają. Taka kobieta nie tylko wyrzekła się polskości, ale przede wszystkim nie urodzi polskich dzieci, bo poleciała za ,,ciapatym ch…”. No wiecie. 

To faktycznie niesamowite, że jeszcze istnieją ludzie głoszący takie teorie. Niestety, seminaukowo wyjaśniono ten fenomen i nie ma w nim niczego imponującego. Ostatecznie bowiem w 99,9% przypadków okazuje się, że Obrońca Polskiego Łona to zastraszony, ponury Janusz, który nie może znaleźć sobie narzeczonej – więc jakimś cudem wydedukował, że to wina obcokrajowców, którzy ukradli mu towar. No wiecie, więcej kobiet w obcych rękach, mniej dla Polaków. Bo gdyby ona nie była z tym Mariano Italiano, to przypadłaby w udziale Januszowi. Proste, nie? 🙂


Zobacz też: Malia – za dnia sielanka, o zmroku Hades


Emocje

Czasem w stanie silnego pobudzenia emocjonalnego poczujesz wielką potrzebę wyrażenia siebie po polsku. Nawet nie wyobrażacie sobie, ile razy mam ochotę zje… skrzyczeć kogoś po naszemu. Poza tym raczej nie odczułam bariery językowej i nie mam problemów z opowiadaniem nawet o skomplikowanych stanach uczuciowych w innym języku. Nie czuję się niezrozumiana. Wiem jednak, że niektórzy tak mają – trudno znaleźć odpowiednie słowa, by przekazać to, co się chce dosyć dosadnie.

Z dobrych stron – jak już stracisz kontrolę i zaczniesz się drzeć po polsku, to nikogo nie skrzywdzisz mówiąc coś, czego nie powinno się mówić. I tak cię nie zrozumie!

Nieświadomość

Nie można winić ludzi za to, że mają przekonania o innych krajach, które nie są do końca zgodne z prawdą. Za którymś razem jednak znudzi cię tłumaczenie, że w rzeczywistości kraj twojego wybranka nie wygląda tak, jak to się wszystkim wydaje.

Z osobistych przykładów, mnie odechciało się przy którymś monologu, że poziom życia większości ludzi w Rumunii nie różni się od życia normalnych ludzi w Polsce (nie gryziemy gruzu, ale bogactwo się nie przelewa). To uczucie znają ci, którzy kiedykolwiek tłumaczyli komuś, że TAK, mamy już w Polsce supermarkety i TAK, wiemy co to McDonald’s. Z kolei witki mi opadły, kiedy zorientowałam się, że rozmówca uważa, że Rumunia to kraj muzułmański 🙂

A to wszystko w przypadku państwa, które leży tak blisko nas, że kiedyś o mało nie dorobiliśmy się wspólnej granicy. Nie chcę nawet wyobrażać sobie, jak to jest, kiedy ludzie myślą, że twój przyszły mąż jeździ do pracy na ośle, a przyszła żona hobbystycznie przeżuwa wiklinę i wyplata z niej koszyki na bawełnę.

***

No dobra, a czy związek z obcokrajowcem ma jakieś pozytywy?

Odpowiedź jest krótka i treściwa: nie!

milosc zwiazek obcokrjowiec

Nie no, żartowałam. Związek z obcokrajowcem jest jak… związek. Mimo wielu różnic, które nas, ludzi, dzielą – kiedy sprowadzisz je do sedna, wszyscy jesteśmy z grubsza tacy sami. Życie jest tylko życiem w każdym zakątku świata. Wszędzie spotkasz grubych, chudych, ładnych i brzydkich, mądrych i głupich, złych i dobrych, zaborczych i tolerancyjnych, uroczych i beznadziejnych… Wszyscy chcemy być szczęśliwi, być kochanym i wspieranym i mamy podobne wartości. No nie? Związek z kimś z innego kraju dla jednych nie będzie się różnił od relacji z Sebastianem z wioski obok, dla innych podziały będą nie do przeskoczenia.

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że w związku z obcokrajowcem niesamowita jest możliwość poznawania innej kultury.

Ja w moim chłopaku najbardziej kocham mamaligę. (Takie rumuńskie ziemniaki. W sensie – dodatek do każdego obiadu zrobiony z kaszy kukurydzianej). On lubi pierogi, więc mam takie niejasne przeczucie, że ta miłość przetrwa wieki.

Chcąc – nie chcąc, nauczyłam się też rozumieć po rumuńsku, co do niczego mi się nie przyda (nasi Cyganie niestety mówią po cygańsku, więc nawet nie przewidzę, kiedy rzucają na mnie klątwę).

A zmierzając do sedna – miłość to miłość. Nawet ojczysty język ci nie pomoże, kiedy ona powie ,,domyśl się”.