Życie w Londynie NAPRAWDĘ – badanie mieszkańców

Życie w Londynie NAPRAWDĘ – badanie mieszkańców

Jak wygląda Londyn w oczach mieszkańców

Zupełnie tak, jak w każdym innym mieście – życie w Londynie ma dwie twarze: pokazową i skrywaną. Z jednej strony wiemy, jak wygląda Londyn: że Królowa, deszcz i herbatka o 5PM; że dużo pieniędzy, duże miasto, że wielkie możliwości.

Z drugiej – życie w Londynie wywiera na człowieka dosyć uniwersalny wpływ: sprawia, że odczuwamy podobne bolączki, co nasi sąsiedzi. Jakkolwiek nie bylibyśmy od siebie różni, nadal jesteśmy tym samym gatunkiem i doskwierają nam zbliżone odczucia – co udowadnia nie kto inny, jak królowa nauk: statystyka!

Wśród mieszkańców miasta kolejny raz przeprowadzono badanie City Index – które zadało pytania o życie w Londynie, nasze największe sympatie, o to, co nas stresuje i tak dalej. Te statystyki pewnie nie są stuprocentowo wiarygodne, a być może nawet wybiórcze, ale potwierdzają najgłębsze uczucia, którymi sama darzę to miasto.

A więc jak wygląda Londyn z perspektywy statystycznego mieszkańca?


jak wygląda londyn 2018

Życie w Londynie to kwestia dzielnicy

Okazuje się, że jednym z najbardziej znaczących czynników, które unieszczęśliwiają mieszkańców miasta, jest… niechęć do własnej dzielnicy. Przy tych rozmiarach miasta nie wystarczy tylko faktor mieszkam w Londynie, który nic jeszcze nie znaczy – musisz mieszkać w sąsiedztwie, które lubisz. Im większą sympatią obdarzasz dzielnicę, w której się osiedliłeś, tym lepiej dla twojego zdrowia psychicznego.

Nie dziwi więc fakt, że najbardziej zadowoleni są mieszkańcy Kensington and Chelsea. 75% z nich uwielbia swoją dzielnicę.

Być może nawet nie ma to nic wspólnego z faktem, że wprowadzają się tu tylko ludzie z milionami na koncie.


Zobacz też: Związek z obcokrajowcem – będzie różowo?


londyn życie w londynie 2018

Z dzielnicami Londynu jest jak z samym Londynem: albo się je kocha, albo nienawidzi. Ulubionym rodzynkiem Londyńczyków, który umyka tej regule, jest Soho – które kocha każdy.

Z kolei Shoreditch i Hackney pojawiają się w rankingach dwukrotnie, dwukrotnie na topowych pozycjach – wśród najbardziej ukochanych okolic Londyńczyków, ale też wśród tych uznawanych za najbardziej przereklamowane. Jestem w stanie to zrozumieć, bo sama darzę oba te miejsca skrajnie ambiwalentnymi emocjami.

Popularność Hackney i Shoreditch wynika z renomy:

obie te dzielnice mają opinię nieco alternatywnych, nutkę hipsterskich, stylowo-imprezowych miejsc, gdzie wszyscy świetnie się bawią 24/7

W praktyce polega to na tym, że znalezienie wolnego kawałka krawężnika, na którym można by w spokoju zjeść hot-doga urasta do rangi cudu. Są tacy, co to kochają; są tacy, których to wkurwia – ostatecznie jednak i jedni, i drudzy muszą czymś oddychać. Tymczasem – wraz ze wzrostem zamiłowania do klimatu okolicy – staje się to coraz trudniejsze.

mieszkam w londynie

Mam wrażenie, że kilka (kilkanaście…?) lat temu podobną sławą cieszyło się Camden Town. No bo muzycy, narkomani, natchnione dusze, niepokorni buntownicy – to tutaj. Jak pochodziłeś z respektowanego, porządnego miejsca na ziemi i chciałeś zobaczyć freaka (albo jeśli chciałeś się poczuć wśród swoich), to jechałeś na Camden.

Żeby zaspokoić potrzeby odwiedzających, powstawało więc coraz więcej coraz tańszych sklepów z syntetycznymi włosami w krzykliwych kolorach, plastikowymi okularami Johna Lennona i sprowadzanymi z Chin koszulkami z Iron Mejden.

Lokatorzy wprowadzali się tutaj już nie dlatego, że są artystami i ćpają, ale dlatego że ćpają, choć nie są artystami.

Tym sposobem Camden zamieniło się w opanowany przez turystów przeżytek, w którym ostatnią atrakcją przypominającą o dawnej świetności pozostał facet w średnim wieku, który nie nosi bielizny pod spódnicą. Nuda. Relikt ubiegłego dziesięciolecia. Zaledwie trzecie miejsce nawet na liście przereklamowanych.

Taki los czeka Shoreditch i Hackney. Tak wróżę ja.

życie w londynie 2018

W dodatku Shoreditch już zaczęło załapywać blichtru i glamour. Mieszkańcom Hackney przynajmniej nie można odmówić autentyczności: to oni wychodzą na prowadzenie, jeśli chodzi o częstotliwość wychodzenia z domu, skłonność do imprez na tygodniu i prawdopodobieństwo balowania do rana. Również w ilości zażywanych narkotyków nie mają sobie równych.


Zobacz też: Komunikacja miejska w Londynie


Mieszkam w Londynie i wiem, co to rozrywka

Obecnie przeciętny Londoners wyczołguje się z nory średnio 1,8 raza na tydzień. Doliczając do tego kolację poza domem – 2,8 raza. Każdorazowo płaci za to 71,45 funta, a im dłużej mieszka w Londynie, tym więcej pieniędzy jest w stanie wydać na cielesne uciechy. Najczęściej wybiera się do restauracji i pubów. Kino, teatr i sztuka przędą znacznie słabiej, a normę za całe miasto wyrabiają tu – nic zaskakującego – osoby po 35. roku życia.

jak wyglada londyn 2018

W minionym roku miasto utraciło prowadzenie w kategorii, w której było niekwestionowanym mistrzem – Londyn 2018 nie jest już czempionem w częstotliwości spożywania alkoholu. Paryż nas przegonił, teraz tam pije się częściej. Okazuje się, że nowe pokolenie Londyńczyków odchodzi od tradycji i wykształca zupełnie sprzeczny z brytyjskimi regułami styl picia.

Klasyczny Londyńczyk pił raczej częściej niż więcej – preferował wychodzenie na piwko w ciągu tygodnia i wizyty w pubach. (Czwartek to już weekend!) Wszyscy wiemy, że jedno piwo nie zawsze oznacza jedno piwo – więc częstsze wychodzenie skutkowało też najczęstszym kacem w Europie.

Tymczasem młodzież do 35. roku życia (może ze względu na napływ imigrantów i inwazję obcej kultury picia, a może przez długie godziny pracy) – zmieniła sposób spożywania na bardziej europejski.

To pokolenie Londyńczyków dużo rzadziej wychodzi z domu na tygodniu, ale za to w weekendy skutecznie nadrabia, bo i tak udaje mu się spożyć więcej alkoholu niż grupie 35+ w ciągu tygodnia.

Kamieniem milowym na drodze do zupełnego zatracenia brytyjskiej kultury jest fakt, że millenialsi jedzą rybę z frytkami aż dwa razy rzadziej niż ich rodzice.

Życie w Londynie przestało być angielskie, kiedy zamienili ją na tacos i burgery.

zycie w londynie 2018

Co do ilości uprawianego seksu, to nie ma w Londynie spójności. Można nawet powiedzieć, że wszystko stoi na głowie, bo najczęściej królują w pościeli nie młodsi i piękniejsi – ale bogatsi. W tym mieście im mniej zarabiasz, tym mniej przeżywasz orgazmów. To nieco szokujące… Wydawać by się mogło, że skoro nie stać cię na nic poza wynajmem komórki pod schodami, to przynajmniej zrobisz z niej użytek.

Wnioskując z ponurego żartu, który mówi, że Londyńczyk częściej słyszy uprawiające seks lisy niż przeżywa seks oralny bez przysypiania,

można pokusić się o stwierdzenie, że zarabianie na komórkę jest po prostu zbyt energo- i czasochłonne. Na seks nie ma już czasu, więc osoby zarabiające mniej niż 20k rocznie – w domyśle młodzież, studenci i biedacy – kochają się tylko 19 razy w roku.

W dalszym etapie życia, po osiągnięciu obrzydliwego bogactwa (100k na rok) ta statystyka rośnie do 29 razy rocznie. Dziwne, bo tego czasu już się zestarzałeś – więc albo szeleszczące banknoty są niezwykle silnym afrodyzjakiem, albo rzeczywiście dopiero wtedy masz czas i siłę na seks. Stawiałabym na to drugie.


Zobacz też: Rzeczy, które wydają się lepsze za granicą – ale nie są


mieszkam w londynie blog

Szczęście i życie w Londynie jednak idą w parze

Londyńczycy wcale jednak za erotyczną stroną stroną życia nie tęsknią. Dużo bardziej pragną spokoju, towarzystwa i krótszej podróży do pracy. I więcej pieniędzy. Wygląda na to, że londyński adres modyfikuje ludzką zdolność odczuwania zadowolenia, bo aż 85% ankietowanych potwierdza, że jest im w życiu dobrze.

Ostatecznie przecież wszystko sprowadza się do szczęścia, c’nie?

Nawet mimo tego, że poziom stresu w tym pięknym mieście sięga absolutnego, europejskiego szczytu. Połowa z nas czuje się zestresowana przynajmniej raz na dobę. Pracujemy przynajmniej 2h dłużej niż pokolenie naszych rodziców. Lunch jemy raczej bez przerywania pracy. Do biura dojeżdżamy jakieś 40 minut – najdłużej w Europie. I dopiero, kiedy zarabiamy 100k rocznie, uważamy, że mamy tyle kasy, ile nam potrzeba.

Według przeciętnego mieszkańca miasta, na komfortowe życie w Londynie trzeba inkasować przynajmniej 52,800 brutto rocznie. I wciąż 50% z nas sądzi, że Londyn jest tego warty.


Zobacz też: Życie w Londynie 2018 – ceny i zarobki


życie w londynie blog

Nie mamy hajsu, więc – chcąc nie chcąc – szukamy innych metod na szczęście. Wśród najbardziej udanych królują romantyczne związki i niewinne randki. Z badań wynika, że to dzięki nim Londyńczycy stają się optymistami (dużo skuteczniej niż po prostu uprawiając seks lub pozostając w trwałym związku). Poza sprawami hormonów liczy się jeszcze jedno – pieniądze.

Nie sugerując, że życie w Londynie czyni cię materialistą – po przekroczeniu magicznego progu 40 tysięcy rocznie wskaźnik zadowolenia z życia cudownie wzrasta. (Odpowiednie ilości narkotyków okazują się pomagać tylko nieznacznie mniej – więc jeśli nie masz perspektyw na sowitą pensję, pozostaje ci wyjście B)

Wiecie, że spędzanie w metrze mniej niż 30 minut dziennie uszczęśliwia Londyńczyka nawet bardziej niż posiadanie własnego mieszkania?

Wśród wszystkich mieszkańców Londynu najbardziej zestresowani są ci, którzy nie posiadają stabilnej sytuacji materialnej i studenci (czyli to samo) – ale ponieważ te dwa czynniki nie wymagają komentarza, przejdziemy wprost do najsmutniejszych wniosków. Tym, co wysysa radość życia Londyńczyka najskuteczniej jest – niespodzianka – dotkliwa samotność.


(Uwaga! Większość zawartych w tekście tez jest OPRACOWANIEM STATYSTYK opublikowanych w London City Life Index, a nie moimi opiniami! Dlatego w ewentualne kłótnie należy wdawać się z autorami badania.)


Chcesz jeszcze czasem posłuchać, jak mieszkam w Londynie? Polub FP.